wtorek, 28 stycznia 2014

Od Anazji


 Kiedy przyjechałam do akademi, i rozpakowałam się, poszłam zobaczyć co u Roxy. Klacz stała , pomogę ci. - podeszłam do klaczy i podrapałam ja w bok.- Lepiej?- klacz parsknęła, założyłam jej kantar i zaprowadziłam na padok. Tam wsiadłam na nią i powieprzy ścianie i ocierała się o nią.
 -Poczekaj działam:
 -Stój.- poczym powoli na niej stanęłam jednak, ledwo to zrobiłam, Roxy bryknęła, zeskoczyłam z niej w ostatniej chwili i podparłam sięrękami czynność jeszcze pare razy. W końcu poddałam się odprowadziłam Roxy do stajni i usiadłam pod ścianą po policzku spłynęła mi łza.choć wiem że nie powinnam. Znów stanęłam, a ona znów mnie zrzuciła, powtarzałam tę
 -Hej co jest- usłyszałam męski głos, podniosłam głowę i zobaczyłam wysokiego, umięśnionego chłopaka o brązowych oczach.
 - Nic mi nie wychodzi! Nic!
 -Widziałem co robiłaś, byłem pod wrażeniem twojej upartości, i umiejętności doąrzenia do celu, choć ci się nie udaje...
 -Widzisz przyznałeś że mi się nie udaje...
 -Jutro ci się uda
 -Ale mi ma się udac dziś! Nie rozumiesz? Tak zostałam wychowana.
 -Pomuc ci... mam doświadczenie...
 -Mógł byś? To super
 Damon?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz