Desperado leżał dalej w rogu boksu. Chyba spał. Saphira leżała koło niego, a koło niej Szafir.
-Mam nadzieje, że mu się polepszy-powiedziałam.-I to szybko.
-No.
-Jeżeli nie szybko, to może sobie zrobić jeszcze większą krzywdę.
-Tak. Na serio jest wariatem.
-Poczekaj. Pójdę po coś.
Po chwili wróciłam z kanapkami.
-Co to?-zapytał Damon, gdyż nie widział ich.
-Kanapki. Pewnie jesteś głodny.
-Nie, ale ok.
Trąciłam lekko mojego ogiera. Dałam mu coś do jedzenia. Saphira zainteresowała się, co to jest.
Damon? weeeeeeeeeeeeeeeeeeny nie maaaaaaaaaaaaaaaaaam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz