wtorek, 28 stycznia 2014

Od Nath

Weszłam do boksu Desperado.
-Dzisiaj weterynarz ma cię zaszczepić. Masz być grzeczny-powiedziałam. Wiedziałam, że jak zawsze narobi kłopotów.
Ogier stanął dęba.
-Uspokój się.
Z niezadowoleniem stanął spokojnie. Zostawiłam otwarty boks i poszłam po sprzęt. Niech się przed tym wybiega. Nagle usłyszałam jego rżenie i tętent kopyt. Wybiegłam z siodlarni. Przerażony weterynarz leżał na ziemi, a koń miotał się z wściekłości.
-Nic się panu nie stało?-zapytałam.
-Ten koń to diabeł!!!
Pobiegłam do ogiera. Nie mogłam go złapać, dlatego zagoniłam go na padok. Niech się wybiega i ochłonie. Nie zauważyłam jednak, że była na Saphira. Desperado chciał ją wygonić, bo nie był w dobrym humorze. Ona się nie dała. Ogier nie panował nad sobą. Kopnął ją z całej siły. Przeszłam pod płotem i podbiegłam do klaczy. Damona nie było nigdzie w pobliżu. Mam nadzieję, że nic jej nie zrobił. Chyba jednak coś jej dolegało. Zbadałam ją, ale nic nie można było sprawdzić. Wróciłam do stajni po weterynarza.
-O nie!!!Ja nie idę do tego diabła!!!-bronił się.
-Ale jego tam nie ma.
Kiedy już byliśmy koło płotu, zobaczyłam, że Desperado chce pomóc Saphirze. Stał koło niej.

Damon?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz