piątek, 21 marca 2014

Od Shizuki

Od Shizuki do Logana

Gdy się obudziłam (znaczy ktoś mnie obudził, a mianowicie Logan) byłam strasznie zdenerwowana.

-Poco mnie budzisz!!!
-Prosiłaś o to żeby cię obudzić o 6.30
-Jest 5 rano!!!
-No dobra, dobra myślałem że...
-Nie musisz nic więcej mówić

Przez chwilę się przytulaliśmy, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju. To była Nath.

-W czymś przeszkadzam?
-Nie, nie...-powiedziałam-wejdź proszę
-Chciałam ci tylko coś powiedzieć
-Mów, mów
-Na osobności...

Pożegnałam się z Loganem i razem z Nath ruszyłyśmy w stronę stajni (oczywiście moje pożegnania trwają godzinami).

-Pomyślałam że może sobie trochę pojeździmy-powiedziała
-Sorry... ale nie-powiedziałam-muszę z kimś porozmawiać

Ruszyłam w stronę Logana.

<Logan?>

niedziela, 2 marca 2014

Nowy członek!!!






Imię: Tiffany
Nazwisko: Shine
Wiek: 16
Charakter: Urocza, dociekliwa, ciekawska, sprytna, przebiegła, inteligentna, pamiętliwa.
Jak tu trafiłeś?: Rodzice mieli mnie dość i chcieli się mnie pozbyć.
Historia: Jako mała dziewczynka byłam zauroczona końmi. Rodzice kupili mi 8 letnią klacz imieniem Kalia. Niedługo po tym rodzice zginęli w wypadku. Przygarnęli mnie ich znajomi. Mieli duże pole, ładny dom i piękne ogrody. Nie zgodzili się na Kalię. Długo ich przekonywałam. W końcu się zgodzili. Zabrali ja do stajni. Chcieli mieć z niej jakiś zysk, ale ona była coraz starsza i coraz bardziej ociężała. Pewnego dnia dowiedziałam się że moja ukochana klacz jest w ciąży. Gdy miałam 12 lat urodziła się Kaena. Kalia zmarła 3 miesiące po porodzie. I tak zostałam z Kaeną. A teraz rodzice wysłali mnie tutaj wraz z nią.
Zwierzątko: Kaena
Zauroczenie: James
Partner: szuka
Login na Howrse: Nela112



















Imię: Kaena Dream Deseret

Płeć: klacz
Wiek: 4 lata
Rasa: Koń Czystej Krwi Arabskiej
Cechy: Szybka, ostrożna, spostrzegawcza, płochliwa, nieśmiała.
Partner: szuka
Właściciel: Tiffany
Login: Nela112

piątek, 21 lutego 2014

Od Tamary C.D Chrisa

Gdy Chris podał mi pudełko powiedziałam:
- Przytul mnie!
I przytulił. 
- Co się dzieje?- zapytał
- Vanessa przyjechała tu żeby mi życie rozwaić!- zapłakałam
- Ejj, nie przejmuj się nią- powtórne mnie przytulił i dał buziaka.
Wtedy już nie miałam ochoty kłucić się i wog.


sobota, 15 lutego 2014

Od Tamary C.D Vanessy

Po co ona tu przyjechała!? Vanessa, Chris... Jak ja mam żyć?! Vanessa jak zwykle będzie się o wszystko czepiać. Chris za mną łazi.. BOSZ...
- No przyjechałam do ciebie :3- tłumaczyła się podle Vanes
- Ale po co tu przyjechałaś? Żeby mnie zniszczyć?!- krzyczałam
- No, możę..- zaśmiał się jak czarownica
Wyszłam bo nie mogłam wytrzymać. Poszłam do boksu do Psota. Głaskałam go i jednocześnie płakałam. Tam spotkałam Chrisa...

piątek, 14 lutego 2014

Od Chrisa


Tamara jest na mnie zła. Hmmm. Co zrobić by wreszcie mi wybaczyła. Jeszcze teraz przyjechała jej siostra Vanesa. Będzie jeszcze gorzej. Pójdę z nią pogadać. Znalazłem ją jak siedziała z Psotnikiem w boksie. Głaskała go delikatnie po pysku. Później dała mu całusa. Wszedłem do boksu. Zauważyła mnie. Była taka jak by zmęczona i wog.
- Co się dzieje?- zapytałem
- Nic, nic odpowiedziała
- Ale przecież widze że coś ci jest. Wtedy z za pleców wyciągnąłem pudełko a w nim był naszyjnik. Miał on zawieszke serduszko a w nim był konik. Z tyłu było napisane "Zawsze będe cie kochał"
- Tamara, dzis są walentynki nie możesz być smutna- po tych słowach dałem Tami pudełko.
(Co zrobiłaś Tami?)

Od Vanessy


Cieszyłam się, że znalazłam się w tej akademii. Pyłkowi chyba też to odpowiadało jak ujrzał w oddali Psotnika zarżał a Psot również... Zastanawiałam się gdzie jest Tamara. I pomyślałam chyba do dobrej akademii trafiłam.Wtedy przechodził obok mnie jakiś chłopak, a ja nie wiedziałam gdzie mam iść z moim koniem czy moge go od tak gdzieś włożyć... I powiedziałam:
Cześć, sorry że przeszkadzam ale nie wiem gdzie mam puścić Pyła...- na począttku udawał że nie słyszy ale w pewnym momencie się odwrócił i powiedział:
- Jestem James.. puść go na padok okay?
- okay dzięki cześć.
- jak będziesz czegoś potrzebowała to zapytaj kogoś...
i poszedł.. z łątwością znalazłam pokój. a tam leźżżała zatroskana Tami i podeszłam przytuliłam i zapytałam co się dzieje.. A nasza ta,marka od razu wyskoczyła:
- CO TY TU ROBISZ ??? )
(Tamara dokończysz ? )

3000 Wyświetleń!!!

Mamy już 3000 wyświetleń. Bardzo się z tego powodu cieszymy, oraz myślimy, że niedługo dojdziemy do 3500, a potem 4000.

czwartek, 13 lutego 2014

Nowy członek!



Imię: Vanessa
Nazwisko: Jessil
Wiek:15
Charakter: romantyczna, dociekliwa do siostry, rodzinna, miła, poczucie humoru,kocha zwierzęta
Jak tu trafiłeś? : Jestem siostrą Tamary (Tej wrednej ) wzięła mój sprezęt i żeby dostać się do akademii zrobiłam moim bogatym rodzicą piekło no i .... jestem
Historia: Mieszkałam sobie z Tamarą w chacie bogatych ludzi ( RODZICOW)
Zwierzątko: Pyłek
Zauroczenie: Brak ;p
Partner: Czekam na tego jedynego ♥
Login na Howrse lub facebooku: eciaa123



Imię: Pyłek
Płeć:Ogier
Wiek:5
Rasaoń małopolski
Cechyochany, przyjacielski, czuły na łydki, poważny
Partner:BRAK
Właściciel Vanessa Jessil
Login:eciaa123

środa, 12 lutego 2014

Od Logana Cd. Shizuki

Od Logana C.D. od Shizuki

Ruszyliśmy w stronę pobliskiego lasu. Shiz pokazała mi wiele fajnych miejsc (urodzona poszukiwaczka). W końcu dotarliśmy do kawiarni.

-Uwielbiam takie długie spacery-powiedziała-można się odprężyć i o wszystkim zapomnieć. O trudach codzienności i o innych rzeczach których nie lubimy, lub nie chcemy o nich pamiętać.
-Mówisz jak poeta
-Wiem-zaśmiała się-może już wracajmy?
-No lepiej tak-powiedziałem i spojrzałem na chmury deszczowe-za niedługo może zacząć padać

Szybko wracaliśmy, gdy nagle zaczął padać deszcz.

<Shizuka?>

!!!!!

Od Shizuki Cd. Logana

Od Shizuki

Szłam właśnie do stajni kiedy zauważyłam Logana. Jego mina wskazywała na to że jest na coś zły.

-O co chodzi?-zapytałam-Coś się stało?
-Nie nic-powiedział
-Choć możemy porozmawiać u mnie w pokoju-uśmiechnęłam się-przecież wiesz, że możesz na mnie zawsze liczyć

Ruszyliśmy szybkim krokiem w jego stronę. Logan opowiadał mi o tym, że chcą mu odebrać Sarah. Bardzo się zdziwiłam przecież była warta fortunę (była jego klaczą od niepamiętnych czasów). Opowiadał mi też o tym, że jego rodzice muszą spłacić dług i nie mają pieniędzy.

-To smutne...-powiedziałam
-No, ale przecież będę o nią walczyć
-Mogę ci pomóc
-Jeśli chcesz...to oczywiście
-Jest 16.00 może skoczymy coś zjeść na miasto
-Dobrze

I ruszyliśmy...

<Logan>


Od Logana

Ruszyliśmy w stronę pobliskiego lasu. Shiz pokazała mi wiele fajnych miejsc (urodzona poszukiwaczka). W końcu dotarliśmy do kawiarni.

-Uwielbiam takie długie spacery-powiedziała-można się odprężyć i o wszystkim zapomnieć. O trudach codzienności i o innych rzeczach których nie lubimy, lub nie chcemy o nich pamiętać.
-Mówisz jak poeta
-Wiem-zaśmiała się-może już wracajmy?
-No lepiej tak-powiedziałem i spojrzałem na chmury deszczowe-za niedługo może zacząć padać

Szybko wracaliśmy, gdy nagle zaczął padać deszcz.

https://encrypted-tbn1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRqbq4ExS5DSuIHknps0ph1JDka5nea0BHMpZXmkymmsnBDAyLlmw

<Shizuka?>

Od Tamary-CD Od Chrisa

No ten naszyjnik mi się podobał ale zdziwiło mnie to że przyjechał tu za mną. Ja mu tylko powiedziała gdzie jestem a ten mi tu wparował. Ja go lubie jako najlepszego przyjaciela ale wiem że on jest we mnie zakochany. Uffff. Dlaczego?! Dlaczego?! Zaś mi będzie w wszystkim pomagał... podawał... chodził za mną...
- Ej Tami coś taka dziwna?- zapytał
- Ja dziwna?! CO ty tutaj w ogóle robisz?!- odpowiedziałąm i wyszłą z pokoju. Pojechałam w teren. Tam znalazła mnie Anastazja i zapytała:

(Anastazja? )

wtorek, 11 lutego 2014

Od Nathaly

W końcu zaczął padać deszcz. Thunder zaczął szaleć. Traciłam równowagę. Nie mogłam go utrzymać. Desperado zawsze szaleje ,,delikatnie", bo nie chce, żeby coś mi się chciało. Thunder jest grzeczny, ale kiedy się przestraszy... W końcu spadłam z niego. Na szczęście na nogi, przykucając lekko. Usłyszałam tętent kopyt. To Desperado? Tak. Jakim cudem? Mimo zdziwienia wsiadłam na niego.
  -Co on tu robi?-zapytał Damon, kiedy już usadowiłam się na jego grzbiecie (konia, nie Damona xD).
  -Też chciałabym wiedzieć-odpowiedziałam i mocno dodałam łydkę, a koń ruszył galopem.
Warto dodać, że jechałam teraz na oklep, bo koń się chyba sam nie osiodłał. Thunder z rozpędu przeskoczył jakiś pień i pognał w głąb lasu. Przestraszony biegł na przełaj, nie zważając na kłujące rośliny, których Desperado unikał jak ognia. Jednak, kiedy wjechaliśmy już na pewny teren, pognał z całych sił i udało mi się złapać Thundera. Damon został daleko w tyle, gdyż Temida jest wolniejsza i z pewnością także mniej ujeżdżona, więc pewnie wahała się przejść w niektórych miejscach, co również ją spowolniało. Zsiadłam z konia i przywiązałam Thundera. Ściągnęłam z niego siodło i założyłam Desperado. Potem, odwiązałam go, wsiadłam na Diablo i prowadząc Thundera za wodze, popędziłam z powrotem do Damona. Mój ogier lekko wydziwiał pod nie swoim, niewygodnym siodłem, ale na oklep, lub bez ogłowia był zawsze o wiele grzeczniejszy. W sumie to trochę dziwnie wyglądało. Miał siodło, a ogłowia nie.
  -Masz go? A tak w ogóle, co to za siodło?-zapytał Damon.
  -Siodło jest Thundera. Lubię jeździć na oklep, ale z siodłem lepiej.
Zagalopowałam. Thunder stał się już troszkę spokojniejszy. Nie mogłam jechać zbyt szybko, bo Thunder nie nadążyłby, za Desperado. Po kilkunastu minutach byliśmy już w stajni. Zwolniłam i zeskoczyłam (w kłusie), jak zawsze. Desperado popędził galopem do boksu (na szczęście), a ja zaprowadziłam Thundera. Zamknęłam go, a potem poszłam do Desperado i zmieniłam mu sprzęt.

Damon?

P.S To nie do końca był CD, bo mówiłam ci Damon, żebyś nie pisał, że wróciliśmy do domu. c:

Mała zmianka :)

W końcu zmieniłam strefę czasową i pod postem znajduje się prawidłowa  godzina dodania go (wygodniej sprawdzić, kiedy ostatni post się pojawił).

Od Shizuki

Szłam właśnie do stajni kiedy zauważyłam Logana. Jego mina wskazywała na to że jest na coś zły.

-O co chodzi?-zapytałam-Coś się stało?
-Nie nic-powiedział
-Choć możemy porozmawiać u mnie w pokoju-uśmiechnęłam się-przecież wiesz, że możesz na mnie zawsze liczyć

Ruszyliśmy szybkim krokiem w jego stronę. Logan opowiadał mi o tym, że chcą mu odebrać Sarah. Bardzo się zdziwiłam przecież była warta fortunę (była jego klaczą od niepamiętnych czasów). Opowiadał mi też o tym, że jego rodzice muszą spłacić dług i nie mają pieniędzy.

-To smutne...-powiedziałam
-No, ale przecież będę o nią walczyć
-Mogę ci pomóc
-Jeśli chcesz...to oczywiście
-Jest 16.00 może skoczymy coś zjeść na miasto
-Dobrze

I ruszyliśmy...

<Logan>

Od Chrisa

No to przyjechałem. Jestem tutaj. Ale jednak gdy wszedłem do pokoju Tamary by się przywitać była ona bardzoo zdziwiona. Chyba nie spodziewałą się że jednak przyjade.
- Cześć Chris co ty tutaj robisz?- zapytała
- No jak co?! Przyjechałem do ciebie- odpowiedziałem
- Yyyy, do mnie?- zdziwiła się Tami.
- Tak - powiedziawszy to usiadłem obok niej na łóżku i dałem srebrną bransoletke z zawieszką konia.
(Tami podobała ci się? )

Nowy członek!!!



Imię: Chris
Nazwisko: Douson
Wiek:16,5
Charakter: Miły, towarzyski, humorzysty, słodki, pewny siebie
Jak tu trafiłeś?: Moja dawna przyjaciółka Tamara powiedziała mi o tej akademi więc przyjechałem
Historia: Ja i Tamara przyjaźnimy sie od piaskownicy. Zawsze coś do niej czułem ale ona chyba do mnie nie. Może ta akademia to zmieni? Po to tu przyjechałem
Zwierzątko: Edward
Zauroczenie: Tamara forever
Partner: Pragnie tamary
Login na Howrse lub facebooku: konietonaszapasja





Imię: Edward
Płeć: ogier
Wiek: 4 lata
Rasa: koń arabski
Cechy: miły, zgrany, przyjacielski
Partner: nie ma
Właściciel: Chris Douson
Login: konietonaszapasja

Od Tamary Cd. Jamesa


Gdy James powiedział mi tą "nie miłą" prawde pomyślałam "No kurcze! zawsze jak sie w kimś zakocham to albo ma dziewczyne albo jest zakochany w innej" No cóż jechaliśmy dalej. Fajnie było z Jamesem można było spoko pogadać. Gdy wróciliśmy z przejażdżki odsiodłałam konia i poszłam do stajni tam na sianie siedział jakiś chłopak. Popatrzyłam na niego a on na mnie. Dziwne to było. Poszłam dalej. Szkoda że serce Jamesa należy do innej ale co zrobie. Miłość nie wybiera

poniedziałek, 10 lutego 2014

Od Damona Cd. Nath

Wróciliśmy do domu. Zaparzyłem se kawki, mocnej czarnej. Nath zrobiła sobie coś podobnego. Zajadaliśmy ciasteczka i... nie pamiętam. Nie wymagajcie o de mnie takich rzeczy jak pamiętanie.... o czymś. Nath mówiła że coś tam musi zrobić ze mną.
Nath?

Od Nath-CD Od Damona

W końcu sama się zatrzymałam.
-Ha! Wygrałem-powiedział Damon.
-Musimy wracać. Nadciąga burzy Thunder wszystkiego się boi i szaleje podczas burzy. Boi się piorunów i grzmotów.
Zawróciłam.

Damon? ale nie pisz, że jesteśmy już w domciu, bo mam wene na takie coś.. piękne

Od Damona Cd. Nath

-Żebyś wiedziała że złapię!- krzyknąłem.- Sapi jest wolniejsza od Diabła, ale nie od Thundera!
-Co?! Chyba śnisz?!
-Raczej ty... i strasznie chrapiesz!
-A ty się ślinisz!
-Bo śnię o tobie!
Zarumieniła się. Konie pędziły łeb w łeb. Raz Sapi wyprzedzała Thundera o centymetr a raz Thunder Sapi.
Nath?

Od Nath-CD Od Damona

-Może pojedziemy w teren?-zaproponowałam.
-No dobra-zgodził się.
Szybko osiodłałam Thundera i wsiadłam na niego. Był już rozgrzany, więc od razu puściłam się galopem.
-Złap mnie!-krzyknęłam.

Damon? na szybko, bo ide na kolacje. jak wrócę, to ma być dokończone!

Od Jamesa Cd. Tamary


-Chcesz sie przejechać?-Spytałem
-Chetnie-Odpowiedziała i osiodłaliśmy konie i pojechaliśmy na przejażdżkę. Tamara jest super dziewczyną ale Anastazja jest moim sercem... jak bym ją zranil bym sie dla niej zabił...
-A ty masz dziewczyne?-Spytała Tamara.
-Bardzo podoba mi się Anastazja-Odpowiedziałem.
Tamara? (Bark weny.. ;( )

Od Damona

Zacząłem żuć gumę. Jakimś dziwnym sposobem odpręża mnie ta czynność. Jakoś tak. A właśnie! Mam zamiar zaprosić pewną Azjatkę, Kassandrę. Jest super masażystką! Zrobię tu dzień SPA. Zaproszę Kass ( jak już mówiłem), jej pomocnice itd. itp. To genialny plan! A puki co... Pokażę Nath piękny fragment mostowni. Mostownia- tak nazywam łąkę przy moście. Jest na prawdę super. 
Nath?

Od Jamesa Cd. Anastazji



Wstałem dziś rano bardzo wcześnie. Ubrałem się i wyszłem z pokoju do kuchni żeby zrobic Anastazji przepyszne śniadanie. Gdy skonczyłem Anastazja weszla do kuchni.
-Dzien dobry pani, chce pani śnadanko?-Zapytałem i dałem jej jajecznice z bekonem.
-Chętnie .-Powiedziala, wzieła talerz i zaczeła jeść. Gdy skonczyła poszlismy razem do stajni abu przejechac się końmi na przejażdżke. Teraz Karlos był spokojnieszy.
-Masz ładną klacz...-Powiedziałem.
-A ty masz ładnego ogiera. Moja klacz bardzo go lubi.-Powiedziała i przyspieszyła, a ja go dogoniłem.
-Anastazja?-Powiedziałem.
-Co?-Spytała.
-Bo ty bardzo mi się podobasz... i chcem się ciebie spytać...-Powiedziałem a Anastazja patrzała swoimi pięknymi oczami.-Zostaniesz moją dziewczyną?-Spytałem.
Anastazja?

Od Tamary

Gdy mama mnie przywiozla pod akademie troche sie balam. Myslalam "Na pewno są tu jacyś fajni chłopacy" Gdy weszłam do środka nie popatrzylam gdzie ide i wpadłam na jakiegoś superw przystojnego chłopaka. Upadłam na ziemi
- O jej sork, nie zauwarzyłam cie
- Nie no spoko- uśmiechnął sie przystojniaczek
- Jestem Tamara, ta nowa a ty?- zapytalam
- James i jakis czas tu siedze- odpowiedział. Później James oprowadzi mnie po akademi
(James dokonczysz?)

niedziela, 9 lutego 2014

Nowy członek!


Imię: Tamara
Nazwisko: Jessil
Wiek: 16 lat
Charakter: Uparta, pewna siebie, trzyma na swoim, miła, romantyczna
Jak tu trafiłeś?: O dziwo mama mnie tu wysłałą
Historia: Jestem bogata, ale moi rodzice nie dawali sobie ze mną rady wiec dali kilkanaście tysiaków i mnie tu zawieźli
Zwierzątko: Psotnik
Zauroczenie: James
Partner: Pragnie by James wkońcu ją zauważył
Login na Howrse lub facebooku: dajesz nazwę: howrse ranczokonie



Zwierzątko


Imię:Psotnik
Płeć: ogier
Wiek: 4 lata
Rasa: koń arabski
Cechy: przyjacielski, czuły na łydke
Partner: nie ma
Właściciel: Tamara Jessil
Login: howrse ranczokonie

Od Nath-CD Od Damona

-Nie rozumiem tego konia-powiedział Damon.
-Taki ma charakter, no cóż-odpowiedziałam.- Ale nie wiesz co przeżył.
-Co?
-Nieważne...e-dziwnie to zabrzmiało, bo Thunder, nagle się potknął.- Przypomniało mi się, że muszę moim chłopcom kupić ochraniacze i owijki. Diablo ostatnio poranił sobie nogi w terenie, a Thunder ciągle się potyka.


Damon? pisze zadanie, więc wiesz...

Od Damona Cd. Nath

-Boże... Może go wypuścimy na łąkę?-spytałem
-Ok..-Nath westchnęła.
Wypuściliśmy go razem z Saphirą i młodym. Trenowałem go już dzisiaj, niech się popasie.
Razem z Nath ruszyliśmy po Thundera i Tem. Osiodłaliśmy je i ruszyliśmy w teren.
Nie mam weny....
Sorrrrrrrrrrrrrrry!
Nath?

Od Nath-Cd Od Damona

-Weź ty się lepiej...
-O co ci chodzi?
-O nic.
Westchnęłam i wsiadłam na mojego ogiera. Wkurzony zaczął galopować. Skarciłam go palcatem. On mi na złość - ja mu jeszcze gorzej. W końcu, niechętnie, poddał się i słuchał.
-On nikogo nie słucha. Tylko mnie i to nie zawsze-westchnęłam.

Damon?

Ankieta decydująca o tym kto wygra konkurs!

Nie głosujemy na siebie...

Od Damona Cd. Nath

Próbowałem utrzymać Diabła na rękach. Udawało mi się ok. 20 sek. Po tym puściłem go, on walnął o ziemię a ja przeturlałem się na bok.
-Opanowałem już noszenie koni...- powiedziałem.- Teraz zabiorę się za samochody.
-Co?!
-Masz rację. Lepiej od razu samoloty. Będę nowym Pudzianem!
Nath gapiła się na mnie.
-Co? Nadal źle? Mam dźwigać coś innego?
Nath?

Od Nath-CD Od Damona

-Nie galopujesz?-zapytałam.
-Dopiero się rozgrzałem.
Ruszył galopem. Desperado wierzgnął z niezadowolenia, kiedy przyłożył łydkę na prostej i zagalpował dopiero na łuku, gwałtownie odrzucając w bok. Popędził najszybciej, jak mógł na padoku. Potem zatrzymał się i... położył się na ziemi.

Damon? A jak koń się położy i cię przygniecie, to też się liczy, że spadłeś? xD

Od Damona Cd. Nath

-Wiesz co? Ja może najpierw go wypróbuję....- powiedziałem.
-Co?! Wypróbowywać to ty se możesz kible, czy wygodne!- to była Nath.
-Dobra... Sprawdzę czy spełnia moje oczekiwania... I wymogi...
-Tak już lepiej.
-No co ty nie powiesz!
Osiodłałem Diabła i wyprowadziłem na padok. Szło gładko, a Diabeł :
Był jak na Diabła grzeczny. Ale ja wiedziałem że coś kombinuje... Ale... CO?!
Nath? Pisz to Cd. Ale nie tak żebym spadł!!!!!

Od Nath

Poszłam do stajni. Wiedziałam, że na 100 % znajdę tam Damona. Był w boksie Sapi
-Hej-powiedziałam.
-Hej-odpowiedział.
-Mam do ciebie sprawę.
-O co chodzi?
-No bo wiesz... Wyjeżdżam na tydzień. I czy mógłbyś się zająć Diablem? W sensie jeździć na nim? Thunder, o ile wybiega się porządnie na pastwisku, nie potrzebuje, ale Diablo potrzebuje bardzo dużo ruchu. Poza tym bez nadzoru znowu coś wykombinuje i będą problemy.
-Ok...-zgodził się trochę niepewnie.
Zaśmiałam się i pocałowałam go.
-Muszę już lecieć.

Damon? pochwal się, jak ci idzie ^^

PS. Sorry, że zmieniłam czcionkę w postach, ale ciężko się taką czyta, poza tym nie akceptuje ona polskich znaków. 

Od Damona Cd. Hazel & Huntera

Muszę przyznać, kobieta była sprytna. A ten zeszyt okazał się bardzo ciekawą lekturą. Ciekawe tylko po co Hazel mi to dała. Bez sensu. To NIE JEST MOJA sprawa, więc... Aczkolwiek, miło z ich strony. Ciekawe tak w ogóle co porabia mama Hazel. Kobita była wytrzymała, jeśli chodzi o dążenie do celu. Lubię ją, co jest bardzooo  dziiiiwneeee, ale jakoś tak wyszło. Była taka sprytna... I miała coś czego ja nie mam. Chodzi mi o tę wytrzymałość w dążeniu do celu. Ciekawe czy miała trudną przeszłość... Pewnie tak. Nikt, tak sam z siebie nie jest aż tak ,,zły". Jest taki jeden cytat:
Ludzie bez serca, są tymi którzy kiedyś mieli go za dużo".

Od Hazel i Huntera

Kiedy wróciłem z Damonem i Hazel, chłopak poszedł do siebie.
-Hazel?
-Co?
-Ja... ty musisz się ogarnąć.
-Wiem- po policzku Hazel spłynęła łza- Tyle że jak? Rozwód rodziców a do tego, matka mnie....- dziewczyna wybuchnęła płaczem.
-Już spokojnie...- przytuliłem ją. Kiedy znaleźliśmy się w jej pokoju, dziewczyna powiedziała:
-Hunter, ja się boję...
-Hazel spokojnie, zostanę tu.
-A jak ona wróci?- dziewczyna zadrżała. Nagle usłyszałem sygnał SMSa. Hazel wyjęła telefon.

*******

Otworzyłam wiadomość. Była od ojca:

                      Kochanie, już słyszałam co się stało.
Przyjadę do ciebie po południu, mam coś co muszę ci pokazać
coś, co znalazłem w domu.
Za miesiąc rozwód.
Ściskam tata?

Przeczytam ją Hunterowi.

***************

Przez następne, osiem godzin siedziałem w Hazel i czytałem magazyny, które znalazłem u niej w szafie,(Nigdy nie tknę żadnej babskiej gazety, od jutra przynoszę tu swoje) i sprawdzałem wiadomości na Facebooku. Punktualnie o piętnastej na podjeździe stanął samochód, białe porshe. Wysiadł z niego ojciec Hazel. Chwilę potem zapukał do drzwi.

********************

Mój ojciec, nawet się nie przywitał, tylko dał mi zielony zeszyt. I poszedł.
-Ciekawe co to?- powiedziałam. Otworzyłam zeszyt. Na pierwszej stronie był napis:
Dziennik Wiktorii Kot-Brown
Przeczytałam go. Ona już wtedy mnie nienawidziła. ,,GRA,, bo właśnie tak to nazwała, były zapiski z czasów ciąży i parę notek po tym jak się urodziłam. Pokazałam go Hunterowi.
-Idę to pokazać Damonowi- powiedziałam, może w końcu się zorientuje jaka jest moja matka. Poszłam do niego i dałam mu zeszyt.
-Co to?- spytał.
-Przeczytaj, powiedziałam.
<Damon?>

Od Damona Cd. Hazel

-Fajną masz dziewczynę.- powiedziałem- Bardzo mądra, a jaka wytrzymała! Głównie psychicznie.
-Opanuj się!- Hunter był rozdrażniony- Mi też się to nie podoba! Myślisz że dziewczyna ze świrniętą matką jest szczytem moich marzeń?
-Moich na pewno nie.
-Moich też.
-Kocham Hazel, ale jej rodzina działa mi na nerwy... A po za tym, wiesz co?
-Co?
-Kocham bić się ze się z kobietami po 30!
-Ty wiesz co? Ja też! Szkoda że mnie nie zawołałeś...
-Zapomniałem o tobie stary!
-Dobra, chodźmy szukać leniwca.
-Kogo?
-Twojej laski. Leniwce są bardzo wytrzymałe psychicznie...
-Tak jak ona?
Zaczęliśmy wołać Hazel. Szczerze mówiąc, laska działa mi na nerwy. Wolałbym porobić coś z Nath, a nie jej szukać. Nagle zauważyłem ogon Wilmy za drzewami. Fajnie. Poinformowałem Huntera że tam jest. Zaczął się pościg. Na szczęście wziąłem Sapi. Ona jest szybka....
Hunter?

Od Hazel Cd. Damona

-Nie mogę, nie wytrzymam!- wrzasnęłam.
-CO?!- spytali naraz Hunter, Damon i moja matka.
-TO! Co to jest?! Nikt tu nie zawinił, co? Moja matka.... szkoda słów..., Pan Ja Nic Nie Zrobiłem Damon i Hunter...- ja muszę od tego odpocząć!- weszłam do pokoju wzięłam torbę i kurtkę oraz buty- a i nie jestem w ciąży! Naprawdę ,,mamo,, mogłaś wymyślić coś bardziej wiarygodnego!- powiedziałam to i ruszyłam korytarzem, moja matka zaczęła gadać z Damonem ( a ten wieży w każde jej słowo... żal mi go), Hunter pobiegł za mną-Hazel! Zaczekj!- podbiegł do mnie.-Hunter, posłuchaj kocham cię i w ogóle..., ale muszę pobyć sama...- poszłam do stajni i osiodłałam Wilmę. Po chwili już pędziłam w stronę lasu, jechałam galopem na oślep, starając się omijać drzewa. Zatrzymałam się dopiero po dłuższym czasie i zdałam sobie sprawę, że się zgubiłam, zeszłam z Wilmy zaczęłam ją prowadzić w stronę( tak mi się wydawało) drogi. Po chwili zrobiło się ciemno. Usiadłam na siodle, które zdjęłam z Wilmy. Nagle usłyszałam głosy, Damona i Huntera.
.
<Damon?>

Od Damona Cd. Shizuki

-Weź nie gadaj! Chcą cię przenieść?- bulwersowałem się.
-No wiem! To straszne!- Nath bulwersowała się ze mną.
-Bulwers!- to była Katie.
-Ale sprawa nie jest jeszcze przegrana!- to była Shiz.-Możemy jeszcze  coś wykombinować!
-Nie. Nie możemy, bo jesteśmy przygłupi.- to byłem ja. Z natury pesymista.
-Nie. Anie ja, ani Misao nie jesteśmy głupi.- Mike się nie poddawał.
Zaczęliśmy wielką burzę mózgów. Nagle usłyszałem krzyk:
-Mam! Mam pomysł!
Ktoś kto go ma?

Od Damona Cd. Hazel

Szedłem sobie spokojnie korytarzem. Miałem zanieść ojcu sprawozdanie z tego miesiąca. No więc idę sobie, nucąc jeden z nowszych utworów Ramfa, gdy wiedzę kobitkę, ładną itd. ale rzucającą się z Hunterem. Chłopak normalnie oszalał! Rzucać się tak na kobietę? Nie na moim terenie!
-Ty, Hunter.- powiedziałem groźnie.- Zostaw tą babkę.
-Co? Słuchaj, to matka Hazel!- Hunter puścił kobietę.
-No i co z tego?
-No to, że ona chce skrzywdzić Hazel!
-Psychicznie czy fizycznie?
-To i to.
Matka dziewczyny podniosła się z ziemi ( bo na niej leżała, tak?).
-Witaj, Damon. Zaszło jakieś nieporozumienie... Ja nic nie zrobiłam!  To ta dziewczyna chce o de mnie wyłudzić kasę żeby usunąć  ciąże!
-Słucham?- zdziwiłem się.- Hazel? To prawda?- zwróciłem się do dziewczyny.
-Nie! Ona kłamie!
-Nie będę dociekał kto to zaczął, i kto co zrobił. To zadanie dla mojego starego.
Hazel?

Od Anastazji Cd. Jamesa

James jest taki słodki... Na basenie siedzieliśmy jeszcze trzy godziny. Kiedy zaczęło się robic ciemno, wyszliśmy z basenu James poszedł do pokoju, a ja poszłam do stajni. Roxy kręciła się w boksie i co chwila skubała moją niebieską bluzę, którą zostawiłam tu rano.
-Oddawaj!- wzięłam bluzę i przewiązałam ja sobie w pasie. Roxy spojżała na mnie wilekimi czarnymi oczmi- No co?- spytałam. Klacz kopnęła drzwi boksu.- Chcesz wyjść?- otworzyłam drzwi. Klacz wybiegła z boksu i podbiegła do boksu Karlosa. - Roxy! Już idziemy.- Wzięłam klacz i zaprowadziłam na padok. Po godzinie klacz zmęczyła się więc odprowadziłam ją do boksu. Kiedy wróciłam do pokoju od razu poszłam spać. Tej nocy w mojch snach co chwilę pojawiał się James.

Od Shizuki do wszystkich



Szłam spokojnie w stronę stajni, kiedy nagle kogoś ujrzałam to był Logan. Pobiegłam w jego stronę i rzuciłam mu się w ramiona. Nie wyglądał na zadowolonego w ręku trzymał list. Tuż za nim szła Nath i inni których nie znam, ale wiem, że chodzą do akademii. Nie wiedziałam co powiedzieć. Szybko sięgnęłam po już wcześniej otwarty list. Zaczęłam go czytać. Jego treść brzmiała tak:

Droga Shizuko!!!

Zdecydowaliśmy że wracasz do domu w Japonii. Będziesz tam uczyła się tego czego dotąd nie robiłaś, ale nie martw się, bo Lily i Kremuś będą tam z tobą. Wiem, że to trudne ale nie zrozum nas źle. W końcu tu w Japonii jest bardzo dobrze. Każdy o tym marzy, żeby się tu wybrać. A więc skracając masz trzy dni do pożegnania się i zabrania swoich rzeczy.

-Co!?Jak!?Gdzie!?Kiedy!?-i wtedy poczułam złość
-Shizuka!!!-krzykną ktoś
-Nie wierzę jestem tu zaledwie parę dni, a już mam wracać

<wszyscy?>

Od Jamesa Cd. Anastazji


Gdy Anastazja mnie pocałowała, było fantastycznie. Nic na ten gest nie odpowiedziałem tylko pocałowałem ją baaardzo dlugim pocałunkiem. Gdy przerwałem ona się uśmiechneła i zanurkowała, a ja za nią. Gdy tak nurkowalismy zauwarzyłem że Anastazja jest bardzo miła. W koncu przerwałem tą ''zabawe''.
-Mam coś dla ciebie tylko zamknij oczy.-Powiedzialem a ona zamknęła oczy, zanurkowałem i pociągłem ją za noge. Ona też znalazła się pod wodą. Nagle się wynurzyła i znów zanurkowała. Wtedy ją znowy pocałowałem tylko pod wodą, usmiechnąłem się i musialem popłynąc na powierzchnie.
Anastazja?

Od Hazel Cd. Huntera


Kiedy się obudziłam leżałam wtulona w Huntera za oknem było ciemno. Chłopak spał. Przyjrzałam mu się. Na twarzy miał uśmiech. Blond włosy kiedy nie były ułożone opadały na jedno oko. Nagle uśmiech znikł z jego twarz, po chwili otworzył gwałtownie oczy.
-Hazel?- pokiwałam głową- jesteś.... śniło mi się, że cie zabrali...
-Hunter... widzisz ty też przeżywasz to wszystko...
-Ale widzisz ja... to do mnie nie podobne bo wiesz..... ja ... ja...., a zresztą nie ważne...- Hunter przytulił mnie i wyszeptał -Kocham cię...
-Ja też...- pocałowałam go najpierw w policzek, potem w czoło, w ucho, w brodę, celowo omijając usta.
-Hej!
-No co?- spytałam, nie odpowiedział tylko pocałował mnie w usta. Całowaliśmy się dopóki nie usłyszałam pukania do drzwi.
-Hazel?- Boże to moja matka!!
-Hunter- wyszeptałam- pod łóżko- on tylko skiną głową i schował się. Otworzyłam drzwi, liczyłam na powitanie
-Ty dzi*ko!- matka uderzyła mnie w policzek zostawiając na nim czerwony ślad. Kobieta uderzyła mnie w brzuch, ledwo łapiąc oddech, wyprostowałam się, ona kopnęła mnie w piszczel, syknęłam z bólu.- Ty ku*wo!- wrzasnęła w tym momencie Hunter wyszedł z ukrycia, a na korytarzu zobaczyłam... Damona! Hunter złapał kobietę i wykręcił jej ręce na plecach. W tym czasie do mnie  podszedł do mnie.
<Damon?>

Od Anastazji Cd. Jamesa


Poczułam, że się rumienię.
-Dz..dzięki...- James przyglądałam mu się już od dłuższego czasu, jest naprawdę ładny i nie wiem czemu wcześniej do niego nie zagadałam? - Wiesz... ty też mi się podobasz...- miałam wrażenie, że James się uśmiechną.- Wiesz co?
-Co?- nie odpowiedziałam tylko zanurzyłam się w wodzie i podpłynęłam bliżej Jamesa i spojrzałam mu w oczy i pocałowałam go.
<James?>

sobota, 8 lutego 2014

Uwaga!

Jeszcze 2 dni do ankiety decydującej o tym, kto wygra konkurs! Piszcie i czytajcie ludzie!

od Hazel ( na Konkurs)

Wiktoria
Mam nadzieję, że będę miała córkę, z syna nie było by pożytku zwłaszcza gdyby odziedziczył urodę po ojcu. Małe oczy, wąskie usta i nisko osadzone kości policzkowe. Poród już dziś. Na szczęście przeprowadzi go znany i dobry lekarz. A ja będę znieczulona, uff, nie warto cierpieć dla nieznajomej i istoty. Z tego co wiem poród zacznie się z jakieś trzy godziny.

Sohan
Moja kochana Wiktoria i moje kochane dziecko już niedługo je zobaczę. czekałam w poczekalni, kiedy poród się zaczął Wiktoria dostała znieczulenie, nie chcę, żeby cierpiała. Wspólnie ustaliliśmy że cesarka będzie najlepsza... Lekarz już mnie woła.

Wiktoria
Kiedy poród się zaczął od razu dostałam znieczulenie. Niestety i tak poczułam skurcze. Głupie dziecko!! Kiedy się urodziło zaczęłam grę i gram do dziś, w każdym razie grałam...
-Jaka ona piękna...- tak to córka!!!- Jak ją nazwiemy?- wolałam tę kwestię pozostawić mężowi. Czytałam kiedyś że nadanie imienia dziecku to takie postawienie na nim pieczątki, ja nie chcę na nim nic stawiać. Przynajmniej Sohan jest bogaty...

Sohan
Ona jest piękna...
-Nazwiemy ją... Hazel w języku kwiatów pojednanie.

Wiktoria
Pojednanie... też sobie wymyślił!
-Pięknie- powiedziałam. Musi mieć bogatego męża... rok temu urodził się młody Salvatore. Ja już o to zadbam żeby trafiła z nim w przyszłości do szkoły...

Sohan
Ach ona jest piękna, jest podobna do mojej matki: granatowo-błękitne oczy i ruda czuprynka. Mimowolnie się uśmiecham.
-Kochanie?- pytam- ile musisz być w szpitalu?
-Jeszcze tydzień.
-Idealnie.... Muszę wynająć ekipę by urządziła pokój...

Wiktoria
Tak urządźmy jej pokój! Wydajmy pieniądze na nią nie na moje sukienki, jednak mówię co innego.:
-To świetnie...- kiedy wróciłam do domu wyjęłam dziennik, w którym wszystko pisałam i schowałam pod obluzowaną deską w sypialni. Będzie trzeba kupić dywan...

Sohan
Nie posiadałem się ze szczęścia kiedy w końcu przyjechały do domu. Kocham je!!

Od Damona ( konkurs)

Lorenzo

Poprawiłem garnitur. Obok mnie stała moja piękna żona Viven. Długie, czarne w włosy nasza pokojówka ułożyła w piękny koko- kwiat. Miała na sobie piękną syrenią kreację i buty na wysokich obcasach. Wyglądała zjawiskowo. Nadstawiłem ramię.
-Signora?Chiedo?*- spytałem
-Naturalmente.*- odpowiedziała z uśmiechem.
Ruszyliśmy w kierunku długiej czarnej limuzyny.


Viven

Och, Lorenzo! Jest taki przystojny, taki wychowany! Cud że ja Viven Fiore, nie długo za niego wyjdę, nie długo będziemy mieć dziecko! Chciałabym mieć dziewczynkę... Nazwałabym ją Elena. Proszę, boże daj mi córkę! Spojrzałam w dół. Wyglądałam świetnie, tylko ten ogrooooomny brzuch... Pogładziłam się po nim i wsiadłam do limuzyny.


Lorenzo


Razem z Viven wsiadłem do samochodu. Pomogłem jej usiąść po czym zacząłem nalewać sobie szampana.
-Wody?- spytałem.
-Wina....- Viven odpowiedziała.- Znaczy się... tak. Proszę o wodę. Kobiety w ciąży nie powinny pić alkoholu. 
Pocałowałem ją w nosek. 
Nagle zaczęła uskarżać się na ból brzucha. Przestraszyłem się.


Viven


Boże! Jak boli! Zaczęłam krzyczeć, a Lorenzo szybko rozkazał kierowcy prowadzić do szpitala. Zaczęłam krzyczeć.  Usłyszałam przekleństwa Lorenza. Dobrze że nie wypiłam tego drinka! Zaparkowaliśmy pod szpitalem. Lorenzo zaczął wydzwaniać. Po chwili zjawili się lekarze i zabrali mnie na salę. Spytali się jak wolę urodzić, cesarskie cięcie czy też all natural. Zdecydowałam się na to drugie.

Lorenzo


Niedługo będę miał dziecko! Może nawet syna? Nazwę go... Niech pomyślę... Damon. Damon, piękne imię... Do tego oryginalne! Nie Mike, nie Michael tylko Damon! Poród trwał zaskakująco krótko. Tylko godzina. Po godzinie mieliśmy... syna. 


Viven

Mam syna! Mam syna! Po tylu cierpieniach, nareszcie mam syna! Jest wart tyle co nieskończoność córek! Jak go nazwę? Może... Damon? Piękne imię. Zdaje mi się że Lorenzowi też się spodoba. Gdy tak rozmyślałam dostałam syna na ręce. Był taki malutki! Spojrzałam w jego oczy. Były błękitne jak ocean. Pewnie w przyszłości zmienią kolor ale... Od dzisiaj kocham niebieski. Kocham!

Lorenzo

Viven zaczęła karmić dziecko.
-Jak go nazwiemy? - spytałem.
-Może....
-Damon?- zawołaliśmy jednocześnie. 
-Tak skarbie....To nasz mały Damon.

Viven

Byłam wykończona. Zasnęłam. Poczułam jeszcze jak ktoś wyjmuje mi Damona z rąk. Chciałam zaprzeczyć ale.... usnęłam

                                Koniec
*Pani? Mogę prosić?
*Naturalnie/ oczywiście

Od Jamesa Cd. Anastazji


Od Jamesa cd Anastazja
-Przepraszam, ale mój ogier BAAARDZOOO lubi klacze.-Powiedzialem
-Aha
-Może jeszcze raz pojedziemy ale ja pierwszy.
-Dlaczego?
-Wtedy Karlos nie zobaczy twojej klaczy.
-Aha ok.-Powiedziała i ruszylismy . Najpierw ja jechałem pierwszy ale Roxy zaczeła się ścigać. Po przejażdżce Konie poszly na Padok. Mój ogier bardzo polubił Roxy, zaczyna ją zaczepiać, to dobrze wróży.
-Co twoj ogier robi?-Spytała wreście Anastazja
-Zaczepia Roxy, bardzo ją lubi.-Powiedziałem i się usmiechnałem.
-Może chcesz iśc na basen?-Spytalem
-Chętnie
-To chodź-Powiedziałem i się przebralismy. Gdy weszliśmy do basenu dopiero zauważyłem że Anastazja jest przepiekna, ma smukle piękne ciało...Normalnie cud!
-Coś nie tak?-Spytała
-Nie, nie, ale jesteś taka piękna-Powiedziałem.
Anastazja?

Od jamesa ( konkurs)

Gregory

Dziś w nocy był bal. Wictoria cały dzień stękała i jęczała, więc nie zgodziłem się, by w takim stanie iść na bal. Ale moja partnerka się uparła. Nic jej nie złamie! Z pomocą Agnes i Tomasa zanieśliśmy Wictorie na Bal. Zazwyczaj, gdy my rozpoczynamy Taniec, stoimy wyprostowani. Tym razem tylko ja stałem a ukochana stala trochę wygięta. Zaczął się bal. Ja i Wictoria rozpoczęliśmy. Gdy zaczęły dołączać się inne osoby, Moja ukochana musiała usiąść na krześle. Natychmiastpodeszłem do partnerki, i spojrzałem się w jej stronę....


Wictoria

Musiałam przestać tańczyć. Poczółam w brzuchu skórcz, tak mocny, jakiego nigdy jeszcze nie czółam. Głowa mi opadła. Nie mogłam jej utrzymać. Zaczęła boleć mnie głowa. Po prostu myślałam, że umieram. Poczółam ciepło Gregorego, gdy wziął mnie na ręcę do samochodu i pojechaliśmy do szpitala. Zaniósł mnie do sali i ułorzył na łóżku. Zaraz potem usłyszałam, jak krzyczy:,, Rothring! Roathring!'' W niedługim czasie w jaskini znalazł się lekarz i moja najleprza przyjaciółka- Agnes. Człółóam się strasznie! Ciężko oddychałam. Coś cisnęło mnie w brzuchu. Bardzo głośno krzyczałam....

Gregory

Gdy usłyszałem krzyk Wictorii, zwariowałem. Chciałem wbiec do jaskini i przytulić ją, powiedzięć, żeby się uspokoiła i nie bała. Tomas zasłaniał mi wejście do domu. Miał rację. Gdybym teraz zobaczył Wictorie w takim stanie, chyba bym zemdlał, a jeśli nie, to oszalał. Bardzo się o nią bałem.
- Spokojnie stary- powiedział Tomas- Roathing wie co robi
- I właśnie to mnie denerwóje!- krzyknąłem- to, że to on, a nie ja jestem przy porodzie! Co on z ną robi!?- i znów rzuciłem się ku wejściu. Tomas z tródem mnie powstrzymał
- Tam jest też Agnes. Spokojnie Gregory. Dzieckko będzie w dobrych łapach.- mam nadzieję, że miał rację....

Wictoria

Minęły 3 godziny, a dziecka ani śladu. Roathring robił co mógł, by uśmieżyć ból. Niestety nie udawało mu się to.
- Wictoria, możesz złapać mnie za ręke- powiedziała Agnes. Ścisnęłam ją mocno
- Au! Nie aż tak!
Ból był nie do zniesienia. Byłam cała spocona. Krzyczałam. Nie mogłam wytrzymać. Przez chwilę pomyślałam, że może lepiej by było, gdyby dziecko się na narodziło, ale natychmiast odrzuciłam tę myśl. Starałam się jak mogłam, by dziecko wyszło już z mego łona....

Gregory

Zaczynało już świtać. Z pokoju wciąż dobiegały krzyki i stękania mojej partnerki. Raz, gdy usłyszałem, jak przeraźliwie krzyknęła, zemdlałem. Tomas obudził mni po 5 minutach.
-Gregory, ależ mnie wystraszyłeś!- wykrzyknął. Nie miałem siły odpowiedzieć. Wictoria miała problemy z porodem. I to wielkie.....

Wictoria

Do sali wpadły pierwsze promienie słońca. Dla innych ludzi zaczął się kolejny, normalny dzień. Dla mnie nie. Dziecko wciąż nie chciał wyjść. Po 2 godzinach od świtu, Roathring wrzasnął
- Jest głowa!- ucieszyłam się. Dzielnie parłam, by dziecko wyszło na zewnątrz. Agnes przez cały czas była przy mnie. Mówiła ciepłe słowa, które mnie uspokajały. Czółam, że ból dobiega końca.....

Gregory

Nagle z sali wybiegł lekarz. Był cały spocony.
- Jest- szepnął mi na ucho- możesz wejść.- Po woli, z przyjacielem uboku, i lekarzem przede mną, wszedłem do sali. Było w niej jasno i ciepło. Na łóżku po środku sali leżała Wictoria, a obok niej, malutkie stworzenie. Podszedłem dalej. Wictoria była bardzo zmęczona. Jednak otworzyła oczy....

Wictoria

Zobaczyłam, że do jaskini wszedł Gregory. Byłam strasznie zmęczona. Podzszedł do mnie.
- Jest ...... śli....czna- wystękał.
- Śiczny, tatusiu- powiedziałam zmęczonym głosem- jest chłopczykiem.
- Czyli nazwiemy go Jacob?- spytał. Popatrzyłam na dziecko leżące u mojego boku. ,, Jacob?''- pomyślałam- ,, Nie nie pasuje''
- Nie, mam dla niego inne imię
-Jakie?- spytał mój partner
- James- odparłam- jak widać imię spodobało się , tatusiowi''. Usiadł obok mnie i wziąl małą na ręcę.
- Cześć, maleństwo, mój mały, mój James- szeptał w jego miękką, brazową głowke. Będzie dobrym ojcem. Po paru chwilach, przy moim legowisku zgromadzili się moi znajmi. Wszyscy gratulowali mi dziecka. James ziewnąl. Był zmęczony, tak, jak ja. Nie wiem co działo się dalej. Zasnęłam....

Gregory

Uradowany wybigłem z sali i poszedlem na ulice. Wziąłem mnóstwo powietrza w płóca i krzyjknąłęm:
- Mam syna!-Nie wiem co się stało ale musialem to powiedzieć.
- Mój syn , nazywa się James!- To była przecudowan chwila....

Uwaga!

Słuchajcie ludzie... James pomyślał że to opo o urodzinach na konkurs jest o NARODZINACH więc zmieniamy bo fajne opo napisał...

Od Huntera Cd. Hazel

Podszedłem do Hazel
-Kochanie co się stało?
-Ja nie mogę...
-Co się stało?- pomogłem jej wstać.
-Moi rodzice.... oni... się rozwodzą ja nie mogę, rozumiesz miałam kiedyś taką koleżankę, jej rodzice się rozwiedli i... i kłócili się o nią jak o zabawkę, o mnie się tak nie będą kłócić, matka mnie nienawidzi...
-Czemu?
-Bo cię kocham, rozumiesz?!
-Hazel spokojnie- zaprowadziłem ją do pokoju.
-Zostań,proszę, to moja wina!!
-Co?
-Że się rozwodzą, a jak nie moja to Damona...
-A jak nie Damona o moja, a jak nie moja to twojej matki itd. Daj spokój!- posadziłem ją na łóżku i usiadłem obok, dziewczyna przytuliła się do mnie i zasnęła.
<Hazel?>

Od Damona Cd. Hazel

Jaka debilka z tej dziewczyny! Myśli że to moja wina! Wszystko to ,,moja" wina! Najchętniej walnął bym ją w łeb. Czy to moja wina że jestem przystojny? Moja wina że jestem bogaty? Moja wina że mam na nazwisko Salvatore? Nienawidzę takich upierdliwych bab jak mama Hazel! Ona tak samo! Bogata, rozpieszczona córeczka tatusia! Nie umie przyjąć do wiadomości że komuś coś się w niej nie podoba! Spotykałem już i takie dziewczyny i takie matki. Nic nowego. Ale żal mi jej. Niby kogoś kocha, niby się całuje. Ale jest jeszcze dzieckiem. Rozpieszczonym, głupim dzieckiem. Biedny Hunter. Naprawdę mi go szkoda. Mieć taką dziewczynę? Dziękuję! Możecie mnie pocałować w dupę! Muszę się uspokoić... Opanowanie, opanowanie. Poszedłem na siłownię żeby rozładować złość. Zacząłem walić w ogromny bokserski worek. Po 2 godzinach nadal nie miałem dość. Czułem że mógłbym przebiec maraton.
Kto dokończy?

Od Hazel Cd. Damona i Huntera

-Halo mamo?
-Ty.. ty  nieudacznico, ty idiotko....
-Co?- zaniemówiłam.
-Podobno Ten King cię kocha.?
-Tak.
-Ty podobno też go kochasz.
-Tak.
-Ty, nawet nie wiem jak cię nazwać! Wydziedziczę cię razem z ojcem!- rozłączyła się. Poczułam łzę na policzku.
-Hazel? Co się stało?
-Hunter przepraszam, muszę na chwilę iść. Wybiegłam ze stajni. W telefonie szukając numeru mojego ojca, zobaczyłam Damona. Podeszłam do niego:
-Ty... ty to twoja wina ty debilu ty... - nie dokończyłam, zostawiając osłupiałego Damona. Wybrałam numer taty, odebrał po chwili
-Córeczko...
-Tato!- przełknęłam łzę.
-Wiem co się stało i uważam że to wspaniale!- Uff- i nikt cię nie wydziedziczy..., a co do mamy nie poznaję jej nie kocham jej nie kocham, stała się....
-Tato?!- oddychanie przychodziło mi z trudem.
-Co córeczko?
-Nie możesz!
-Ależ mogę nie kocham jej rozumiesz?!- telefon się rozłączył, osunęłam się na ziemię.
-Hazel?- głos Damona
-Odwal się wszystko zepsułeś!- krzyknęłam. Zobaczyłam Huntera.
-Hazel? Co się stało?
<Damon? Hunter?>

Od Huntera Cd. Hazel

Ona mnie kocha!! Ha mógł bym skakać ze szczęścia.
-I co podoba ci się tatuaż?- spytałem.
-Jest.... nie powiem że piękny..
-Czemu...
-Bo jak coś jest piękne to wszyscy się nad tym zachwycają, a to jest...- po policzku Hazel spłynęła łza- nie wiem co powiedzieć... ja .... nie wiem kocham cię...- Hazel przytuliła mnie i spytała:
- Czy ty naprawdę...
-No jasne, że tak. Masz dowód.
-Wiem, po prostu nie mogę w to uwieżyć...- Nagle zadzwonił telefon Hazel, tak najlepszy moment.
-To moja mama.- powiedziała Hazel.
<Hazel?>

Od Damona

Dzwonię do ,, Desperadki" bo tak nazwałem matkę Hazel. Po pierwszym synale odebrała. Była wściekła, lecz starała się to ukryć.
-Cześć Damon.- powiedziała pozornie spokojnym głosem.- Możemy sobie mówić po imieniu, nie? Ja jestem Wiktoria. Mam do ciebie pytanie...
-Słucham?
-Czy to prawda że King...- wymówiła to nazwisko z ( niemal) obrzydzeniem.- Wytatuował sobie H&H gdzieś na ciele?
-Tak....
-Mogłam nazwać ją Niewdzięczna....
-Słucham?
-Nic,nic... Skontaktuję się z tobą jeszcze... A teraz dzwonię do Hazel....
Hazel? Boję się twojej starej...

Od Hazel Cd. Damona

Wiem głupie zachowanie, ale trudno. Biegłam chwilę obok Damona, ale po chwili wbiegłam do stajni a on biegł dalej. Do stajni wbiegł Hunter...
-Hazel!?
-CO?
-Nic- Mina Huntera złagodniała- po co to zrobiłaś?
-Nie wiem....- poczułam się głupio.
-Nie ważne, przynajmniej cię złapałem... A co ty z Damonem?
-Moja matka, mówiłam ci że z nią się nie da... Widzisz zadzwoniła do Damona i pytała jak mu się podobam i w ogóle....
-Twoja Matka???!!
-No... wiem okropność... A tak w ogóle to pokarz mi ten swój tatuaż!
-Za nim ci pokażę to muszę i coś powiedzieć....
-No mów...
-Wiesz ja cię chyba ..... Kocham...- o boże nikt mi nic takiego nie powiedział, a poza tym ja też chciałam mu powiedzieć...
-Ja też..- odpowiedziałam Hunter pocałował mnie. Kiedy skończył pokazał mi tatuaż, na małym palcu małymi literami wytatuowane było:
                                                             H&H
<Hunter?>

Od Anastazji Cd. Jamesa

Osiodłałam Roxy i pojechałam z Jamsem w teren. Jest nawet ładny... Koń Jamesa to Arab. Lubię Araby. Ruszyłam z Roxy cwałem, po chwili James nas dogonił ścigaliśmy się jeszcze chwilę. Nagle koń Jamesa odwrócił się w moją i staną dęba.  Przestraszona Roxy, wykonała obrót i ruszyła cwałem w stronę stajni. Kiedy James wrócił, spytałam:
-Co to było?
<James?>

Od Damona Cd. Hazel

-No nie mam! Po za tym ja MUSZĘ zadzwonić... To mój obowiązek jako nieoficjalnego dyra Akademi...- zacząłem się denerwować.
-Ale musimy coś wymyślić!-Hazel przysiadła na schodach.
Zaczęliśmy wielką burzę mózgów. Jeśli chodzi o mózgi... To mój się zaciął. Miałem już do czynienia z szalonymi matkami próbującymi zeswatać córki z ,,wielkim" i ,,nadzianym" Salvatore. Cóż... Taki już los ,,dobrych partii". Salvatore... Nazwisko budzące szacunek. Nagle zauważyłem postać Huntera, która powoli się do nas zbliżała.
-Chodźmy!- szepnąłem.
I zaczęliśmy biec.
Hazel?

Od Hazel Cd. Damona


-Hunter...? No nie wiem, powiedziałam mu, że z nią się nie da..., ale nie wiem. A jak będę musiała ja z nim poznać? Prędzej się powieszę albo ją zabiję. Tym bardziej nie wiem co z nią zrobimy...może.... nie to zły pomysł, może.... nie nie chcę do więzienia, a może.... nie wiem.
-Ja tym bardziej...
-Nie odbieraj od niej! Zablokuj jej numer, ja już to zrobiłam w telefonie Huntera!
-Hazel obiecałem.
-Święty się znalazł....- westchnęłam- Nie masz żadnego pomysłu?...
<Damno?>

Od Jamesa

Przyjechałem tu bo miałem dość moich rodziców. Ciągle coś chcą ode mnie a tu będę miał spokój.... Mam nadzieje. W Akademii jest bardzo dużo ŁADNYCH dziewczyn, Amanda i Anastazja są ładne Hazel... Rudych za bardzo nie lubie ale to spoko dziewczyna. Nathaly, Katie i Shizuka to spoko dziewczyny, bym mógł się w nich zakochać ale wolę blondynki . Bylem na przejażdżce z Karym (Skrót od Karlosa) aż natknąłem się na Anastazje.
-Cześć ty to Anastazja?-Spytałem
-Tak a ty....
-James, James jestem.
-Aha a chcesz się przejechać?
-Tak chętnie-Powiedziałem i ruszyliśmy
Anastazja jak było?

Od Damona Cd. Hazel

-Tak. - odpowiedziałem.- Wiesz co? Ja się jej boję...- zdobyłem się na wymuszony uśmiech.
-Nie, nie, NIE!- Hazel była bliska wściekłości.
-Pytała się o różne dziwne rzeczy.... Np. Jak ci się podoba Hazel?
-Co?! Zabiję ją, normalnie ją zabiję!
-Mam do niej oddzwonić dziś wieczorem. Muszę.
-Boże! Wiesz  że do mnie też dzwoniła? Z pytaniem: Czy poderwałaś już Salvatore?
-Uuuu... Kobitka umie dobierać facetów!
-Opanuj się Damon!- dziewczyna zachichotała ( mimo woli).
-Dobra. A teraz na poważnie. Co z nią zrobimy? I czy powiesz o TYM Hunterowi?
Odpowiedzi na te pytania w kolejnym odcinku!
Hazel?

Od Hazel Cd. Damona

Kiedy ubrałam się poszłam do stajni. Hunter już osiodłał Szabata i powiedział:
-Hazel?
-Co?
-Może zamiast iść na basen, weźmiemy ich na padok, co? Szabat chyba ma się ochotę wyszaleć.
-Ok.- osiodłałam Wilmę i poszliśmy na padok. Hunter rozgrzał Szabata i powiedział:
-Szabat jest strasznie niezgrabny nie?
-Yyyyyy....- no i co ja mam powiedzieć?
-Wiem, że jest niezgrabny, ledwo nakłoniłem ojca żeby go kupił...
-Serio?!- Hunter pokiwał głową.
-Widzisz... ale albo to albo rzeźnia- spojrzałam na niego- Tak, ale dobra lepiej coś poróbmy.
-Ok.- ruszyłam cwałem , a Szabat pomkną za mną, ścigaliśmy się tak w galopie, kłusie i w stępie (da się!).
-Hunter, idę do pokoju. Muszę się przebrać i w ogóle, bo widzisz jestem już zmęczona...
-Ok. Ja tu zostaję.- Poszłam do pokoju, tam za nim jeszcze zdążyłam się przebrać, wzięłam do ręki telefon Huntera i zablokowałam w nim numer mojej matki, (nie wiadomo co jej przyjdzie do głowy), kiedy się przebrałam usłyszałam pukanie, otworzyłam.
-Hej Damon.... Co tu robisz??
-Musimy porozmawiać...- z miny Damona widać było że to nic dobrego, w ręku trzymał telefon.
-O BOŻE....
-Co?
-Dzwoniła moja matka??
<Damon?>

Od Shizuki Cd. Damona



Kiedy zobaczyłam ten piękny błyszczący pierścionek od Damona błam szczęśliwa.
-Dzięki!-i wskoczyłam mu w ramiona-to najfajniejszy prezent jaki dostałam
-Nie ma za co
-Wiesz co znam jedno fajne miejsce na piknik-powiedziałam z uśmiechem na ustach-chcesz to możemy się tam wybrać
-z chęcią

Była to daleka droga więc założyliśmy sprzęt naszym koniom (nie zapominając o jedzeniu) i ruszyliśmy

http://koszelowka.pl/heniasobczak/fotki_2005/polana_niedaleko_jeziora.jpg

(Teraz to ja nie mam weny)

piątek, 7 lutego 2014

Od Damona Cd. Shizuki

Wziąłem Saphirę do ujeżdżalni. Na miejscu jeździła już Shiz na Lily. Jeździliśmy rozmawiając. Ustawiłem nawet szereg, dwie pasjonaty i oksery. Sapi widocznie była w swoim żywiole. Nagle zauważyłem w piasku coś srebrnego. Zeskoczyłem z klaczy i podniosłem tę dziwną rzecz. Okazała się pierścionkiem...
Pokazałem go Shiz.
Bardzo jej się spodobał.
Shiz? Nie mam weny;(

Od Shizuki-CD Od Damona

-Tak
-Właśnie miałam odprowadzać Kremusia do boksu, ale on się zerwał no i pobiegł za Szafirem
-Chyba się z sobą dogadują
-To widać
-Skąd jesteś?-zapytał mnie-mieszkasz gdzieś w pobliżu?
-No nie...-odpowiedziałam-mieszkam parę kontynentów stąd
-aaa...
-Chcesz ze mną potrenować Lily
-Dobra-uśmiechną się-jak chcesz
-Wezmę tylko sprzęt-powiedziałam-poczekaj
-Ok

Sięgnęłam po sprzęt Lily i ją oporządziłam. Włożyłam toczek i byłam już gotowa (miałam już bryczesy) żeby trenować Lily.

od Damona

Usłyszałem melodię utworu: ,, Monsters" Rihanny i Eminema. Co to jest? Może...Hmmm... Jakiś kolega? Jakaś ex? Może Tatiana? Tatiana to taka ruska modelka... Kiedyś się mną interesowała. Odebrałem.
-Halo? Dzień dobry, tu Damon Salvatore... W czym mogę w pomóc?- powiedziałem.
-Dzień dobry... Z tej strony pani Cat. Przepraszam za problem, ale czy mogę spytać o zachowanie i stopnie mojej córki Hazel?
-Oczywiście... Pani córka radzi sobie świetnie! Ma nawet chłopaka....
-Właśnie wiem... Mówiła mi o nim. A jak tam pana zdanie o niej?
-Bardzo dobre! Niestety, muszę kończyć... Zadzwonię do pani wieczorem.
-Do widzenia!
Rozłączyłem się.
Boże! Co. To. BYŁO??!!
Zacząłem szukać Hazel. W końcu ją znalazłem.
-Hazel? Musimy porozmawiać.
Hazel?

Prezenty

Na razie mam prezenty od Huntera dla Alexa:
I od Hazel dla Shizuki


Od Damona dla Hazel:




Od Hazel Cd. Huntera

Obudził mnie ledwo słyszalny dźwięk, w mojej torbie wibrował wyciszony telefon.  Wstałam z łóżka, uważając by nie obudzić Huntera i wzięłam telefon
-Halo?
-Hazel!!- O matko zadzwoniła moja matka!:(
-Mamo?...
-Córeczko... podobno w tej akademi uczy się też młody Damn Salvatore.
-Tak...
-I co poderwałaś go już?- przewróciłam oczami.
-Nie.
-Jak to?
-Mam już chłopaka.
-Nazwisko?!- Widzieliście kiedyś gorszą matkę.
-King, Hunter King.
-On! Niezły gust dziewczyno!- Co wiedzieliście gorszą?
-Mamo muszę kończyć. Pa - rozłączyłam się i wyłączyłam telefon.
-Hazel?- to Hunter usiadł na łóżku i przyglądał mi się.- Ładna bielizna, ale wolał bym jakąś bardziej sexi...
-Hunter, nie uwierzysz... dzwoniła moja matka!
-I......???
-Spytała mnie czy poderwałam Damona...
-I co powiedziałaś?
-Że mam chłopaka...
-I co ona na to...?
-No... jak ma nazwisko...
-Serio??!!
-Widzisz?! Z moją matką się nie da
-Na pewno się da...
-Hunter?
-Co?
-Idziemy z końmi na basen?
<Hunter?>

czwartek, 6 lutego 2014

Od Damona

Szwędałem się beztrosko po pastwisku. Nagle zauważyłem dziewczynę siedzącą na płocie i cztery bawiące się źrebaki. Jednym z nich był Szafir. Koledzy i koleżanki patrzyli na niego z podziwem. Unosił wysoko ogon, galopował, ustawiał zasady zabaw. jest urodzonym przywódcą... Był też taki jakiś... No nie wiem... Bystrzejszy od rówieśników. Chociaż... jeden z źrebaków, kremowy był bliski ideału... Podszedłem do dziewczyny.
-Cześć. - powiedziałem.- Co tam? Ja jestem Damon. A ty?
Shizuka?

Od Huntera


-Hazel?
-Co?
-Jesteś, zmęczona?
-Zależy... TEGO z tobą nie zrobię nawet jakbym nie była zmęczona...- Westchnąłem
-Posłuchaj ten pomysł już dawno wyleciał mi z głowy, choć przyznaję teraz wleciał tam znowu...- Hazel walnęła nie w ramię.
-Zakładamy, że jestem zmęczona...
-To idziemy do twojego pokoju.- zakomenderowałem- a skoro jesteś zmęczona...- przewiesiłem sobie ją przez ramię.
-Hunter!! Puszczaj!!
-Ani mi się śni!!- Przyśpieszyłem kroku i po chwili byliśmy w pokoju Hazel. Kiedy zamknąłem drzwi, położyłem Hazel na łóżku, a sam zdjąłem marynarkę i położyłem się obok niej. Hazel pocałowała mnie, a ja nie czekałem z odpowiedział. Po pół godzinie nie miałem na sobie koszuli, a Hazel sukienki.
-Myślę, że na tym możemy skończyć- powiedziała Hazel i odepchnęła mnie lekko,- Dobranoc
-Dobranoc- powiedziałem. Hazel już przykryła się kołdrą, pocałowałem ją w czoło i również się przykryłem. Chwilę potem zasnąłem.
<Hazel?>

Od Shizuki


Po moim pocałunku z Loganem byłam całkowicie rozkojarzona. Postanowiłam wyczesać moją kochaną Lily. Przywiązałam ją do uwiązu przed jej boksem i zaczęłam ją czesać, gdy nagle podeszła do mnie Nath.
-Hejka
-Cześć chcesz mi pomóc
-No dobra-powiedziała-jak widzę promieniejesz ze szczęścia
-Zauważyłaś...-zaśmiałam się cicho
-No nie da się tego nie zauważyć
-to fakt

(i w tej właśnie chwili opowiadam jej o tych wszystkich wydarzeniach)

-tak się zagadałyśmy czyszcząc Lily, że lśni jak gwiazda
-no...właśnie...-zniżyła głos i spojrzała na komórkę-sorry ale muszę już iść
-pa
-cześć
-no i widzisz Lily zostałyśmy same -mówiłam do siebie

Potem odprowadziłam Lily do boksu, a sama usiadłam na sianie i rozmyślałam w czym mogłabym pójść na bal. Kremuś pokazywał pyszczkiem na moją ulubioną sukienkę biało-czarną. Po zdecydowanym wyborze wróciłam do mojego pokoju lecz nie było tam nikogo lecz....

środa, 5 lutego 2014

Od Hazel Cd. Huntera

-Ile procent?- spytałam. Hunter wzruszył ramionami- Hunter?
-Co?
-Widzisz gdzieś Damona?
-Nie.
-Ciekawe...
-Oj daj spokój....- Hunter pocałował mnie namiętnie... poczułam jak się rozpływam... kiedy skończyliśmy, spostrzegliśmy że większość osób tańczy, w rytm najnowszych przebojów. Dałam się porwać muzyce, złapałam Huntera za ramię, po pół godzinie szaleństwa, Hunter spytał:
-Idźmy gdzieś...
w ustronne miejsce.
-Ok, ale gdzie?- Hunter uśmiechną się i wziął mnie za rękę.
<Hunter?>

Od Hazel Cd. Damona

Załamuje mnie...
-Wiesz co przynajmniej nie jestem uzależniona!- powiedziałam i poszłam. Wrrrrr.... Dupek! A zresztą o mnie on mnie obchodzi. Muszę się przygotować i już ja upilnuję żeby Hunter mi nic nie pił. Może tej jego Nath, nie przeszkadza upity chłopak, ale mi tak. ( przykład A: prubijący mnie o tak pocałować Pan Jestem Najważniejszy Damon, Przykład B: wielu innych chłopaków próbujących robić wiele gorszych rzeczy ( nie powiem jakich. Brrrrr....) Ale to że on się upije to nie moja sprawa. W pokoju zaczęłam się przygotowywać. <--------------------------I
                                                                                                                      I
Komentarz Damona: Mamy tu przykład starucha żyjącego w epoce romantyzmu: I

Nasze sale na bal




od Damona Cd. Hazel

-No nie zamierzam. Hunter niech se myśli co se myśli ale ja jestem młody i żywy.... Nie tak jak wy: stare, zgorzkniałe zombi. A rodzicom nie przeszkadza....
-Co?!- dziewczyna była oburzona.
-Gówno. Moi rodzice wiedzą jaki jestem.... A poza tym...  Starzy mają inne sprawy.
-Jak to?!
- No... Normalnie.
Hazel?

od Hazel Cd. Damona

-A gdzie twoja Nath? Co?- spytałam
-Przygotowuje się! A gdzie twój kochaś??
-W pokoju...
-Acha...- już chciałam iść
-A Damon i jeszcze jedno....
-Co?!
-Jak ty zamierzasz się nie upić?
<Damon?>

Od Hazel Cd. Huntera

Kiedy weszłam na salę balową zamórowało mnie (choc mniej niż na widok Huntera, i na mój widok w lustrze... w końcu jak mam na drugie imię.
-A Hunter, bo bym zapomniała...
-Co?
-Nie pijesz.
-CO?!
-Nie pijesz, w sensie, nie upijasz się.
-CO?!?!?
-Nie chcę upitego chłopaka...
-Ale...
-Rzadnych ale... rozumiesz!
-Ale...
-Słuchaj nie pijesz i koniec, a zwłaszcza nie bierzasz udziału w konkursach pt. "Kto wypije więcej" i " Kto wypije szybciej"
-Za kogo ty mnie masz?!- spytał urażony Hunter- ja się tak nie bawię. To dobre dla jakiś gówniarzy i żóli spod biedroni!!!
-Ok, sorry.
-Przyjmuję przeprosiny.
-To co?
-CO? CO?
-No co robimy?- przyjżałam sie sali póki co wszyscy stali pod ścianami i gadali popijając drinki. Spojżałam na minę Huntera- No idź weż sobie, ale tylko szklankę- Hunter pokiwał głową. Kiedy wrócił trzymał w dłoni dwie małe szklaneczki wódki.
-Na rozpoczęcie wieczoru- powiedział i dał mi jendą, wypiłam, odrazu zapiekło mnie w gardle.
<Hunter?>

Od Damona Cd. Hazel


Mama? Tata? W dupę jeża! Moi starzy przyjechali. Tata, jak zawsze elegancko ubrany, garniturek, zaczesane włosy... Mama? Modelka, szczupła, cycata itd. itp... Odziedziczyłem urodę!
-Witaj Damon...- stary skinął głową- Przyjechaliśmy by sprawdzić czy nie upijesz się przed balem... Po  za tym, muszę załatwić parę spraw. Jak tam Temida? Jest piękna, prawda? Idealna na przed- prezent... 
-A prezent jest jeszcze lepszy...- mama uśmiechnęła się ciepło.- Skarbie, słyszeliśmy że wszystko tu dobrze...
Przytuliłem mamę. Hazel gapiła się na nas. Nagle, tata spojrzał na Hazel.
-Witam. Panna Kot, jak mniemam. Tata się o panią martwi.
-Emmmm.... Znaczy się, u mnie wszystko dobrze. 
-Dobrze to my pójdziemy....- mama się gdzieś spieszyła.
-Pa, mamo.
Oddalili się.
-Uffff....
Hazel?

Od Hazel

Po lekcjach poszłam się przygotować do balu, lecz najpierw postanowiłam sprawdzić co u Wilmy, Muzy i Malezji. Wilma chrapał w boksie, więc zostawiłam ja w spokoju, za to Malezja przebierała nogami w boksie, trzeba dodać że Muza również spała. Mała klaczka spojrzała na mnie wyczekująco.
-Nie, mam za trzy godziny bal, ale jutro pójdę z tobą i Muzą na basen.- miałam wrażenie że klaczka się ucieszyła. Nagle usłyszałam samochód. Wyszłam ze stajni. Na podjeździe stała jakaś wypasiona bryka. Z niej wysiedli: mężczyzna i kobieta, ta zwróciła się od mnie:
-Przepraszam, znasz Damona?- pokiwałam głową.
-Zaprowadzisz nas do niego?- pokiwałam głową, chwilę potem staliśmy przed drzwiami do pokoju Damona. Zapukałam. Drzwi otworzył Damon.
-Mama?!! Tata??! - powiedział zdziwiony.
-To ja już idę...- powiedziałam.
<Damon?>

Od Huntera Cd. Hazel

Kurde....
-No i co z tego, że ich nie umyłem...
-Dużo!! Za trzy godziny bal.... Idź je umyj...
-Pomożesz?
-Nie jestem w nastroju do żartów! Idź!- Hazel wepchnęła mnie do łazienki i zamknęła za mną drzwi. Westchnąłem. Kiedy umyłem włosy i wyszedłem z łazienki, Hazel powiedziała:
-Teraz idę się przygotować i ty też się przygotuj!- po czym wyszła. Godzinę poczytałem jakieś pismo o motorach, a potem zacząłem się przygotowywać. Kiedy się ubrałem i ułożyłem włosy, poszedłem do Hazel. Zapukałem
-Poczekaj chwilę- Usłyszałem głos Hazel. Po chwili drzwi się otworzyły i stanęła w nich najpiękniejsza i istota jaką widziałem, sukienka odsłaniała jej zgrabną nogę, plecy były całe gołe, a dekolt.... Nic ująć, i nic dodać (choć może trochę dodać???) Na szyi wisiał łańcuszek z Diamentowym koniem.
-To co idziemy- Hazel pokiwała głową.
<Hazel?>

Od Hazel


-Dobra to patrz- kiedy wróciłam z Hunterem z zakupów, ten nieustannie prosił bym pokazała mu sukienkę.
-No pokarz- Hunter siedział na łóżku, obok niego jego nowa marynarka i koszula. Wyjęłam z dużego prostokątnego pudełka sukienkę. Hunter oniemiał. Przyznaję. Sukienka była błękitna, w takim samym odcieniu jak koszula Huntera, odkrywała ramiona, rękawy były z białej siateczki i sięgały do ramion. Sukienka odsłaniała plecy i miała rozcięcie sięgające do połowy uda oraz spory dekolt. Do tego kupiłam krótkie białe, (sztuczne), futerko.
-Załóż!- polecił Hunter.
-Jutro....
-Ej! To nie...- nie dałam mu skończyć tylko namiętnie go pocałowałam.
-Idź już późno...- wypchnęłam Huntera i poszłam się umyć, kiedy położyłam się długo nie mogłam zasnąć myśląc o balu.


**************************************************
Kiedy rano się obudziłam od razu ubrałam się i poszłam do pokoju Huntera, razem poszliśmy na lekcje. Kiedy skończyliśmy poszliśmy do mnie....
-Hunter?!!!
-Co?
-Nie umyłeś włosów!
<Hunter?>

Bal opowiadanie specjalne: Damon

Hahahahah! Dzisiaj bal! Cały dzień nudziłem się z chłopakami: Mikiem, Alexem, Jamesem, Hunterem, Loganem, Ronem, Johnem i Mattem. Dziewczyny szykowały się w pokojach. Boże! Ja nie mogę, to straszne! Mi jest potrzebne 15 min. O ok. 17:00 zaczęliśmy przygotowywać salę. Bal jest o 21:00. Mamy wytrawne Martini, barek z drinkami, mini- restaurację, parkiet i te oczywiste ozdoby.... Typu lodowe rzeźby, balony, szklane śnieżynki, itd. itp. O 20: 30 ruszyłem się ubrać. Spryskałem się perfumami, i poprawiłem fryzurę. Nie jestem narcyzem, ( no może trochę) ale mi się podoba. I to bardzo. Nie mogę się doczekać Nath! Nath, Nath, Nath moja śnieżna królowa...
Nath?

Od Nath-CD Od Dave'a

-Fajnie, że przyjechałeś-powiedziałam.
-Ja też się cieszę-odpowiedział.-W końcu mogłem. Dobrze, że znam tu chociaż parę osób.
-Tak, fajnie, ale muszę już iść.-Zsiadłam z konia i zaprowadziłam go do boksu.
Założyłam mu sprzęt i pojechałam w teren. Ogier był już rozgrzany, więc od razu ruszył galopem przez las.

Ktoś dokończy?

Od Shizuki


W końcu wyjechałyśmy Nath pożegnała mnie tuż przy lesie pokazując mapę z drogą (zresztą były tam i tak znaki więc poco mi mapa ale cóż może mi się przydać). Lily jak zawsze wesoło brykała (jak to na świeżym powietrzu), ale ją uspokoiłam. Chwilę później zaczęłam galopować za znakami nagle Lily zboczyła z trasy i z kręciła prosto w jakieś chaszcze. Spadłam a ona gdzieś uciekłam (przy okazji wypadła mi mapa, ale fajnie ). Przez chwilę czułam strach i obawę że już nie wrócę do akademii gdy nagle usłyszałam z daleka ostatnią deskę ratunku, czyli rżenie Lily. Rżała tak jakby ktoś ją powstrzymał od ucieczki. To był jakiś chłopak zsiadł z konia i podszedł do mnie trzymając w ręku wodze Lily. Byłam prze szczęśliwa.

-dzięki za pomoc-wydusiłam z siebie-bez ciebie bym się tu zgubiła
-to drobiazg-powiedział z miłym uśmiechem na twarzy-choć muszę cię zanieść do pielęgniarki mocno uderzyłaś o ziemię
-jestem Shizuka a ty
-jestem Logan a, to moja klacz Sarah
-ładne imię-powiedziałam-jest śliczna
-twoja klacz też  -powiedział-może zechciałabyś mnie zachwycić swoją obecnością na balu słyszałem że ma się za niedługo odbyć
-chętnie
-już jesteśmy
-jeszcze raz wielkie dzięki
-przecież mówiłem że niema za co
(i wtedy mnie pocałował)

C.D.N.

wtorek, 4 lutego 2014

Od Dave'a

Przyjechałem do tej akademii. Znam już tu parę osób, więc spoko. Postanowiłem, że poćwiczę z moim ogierem. Osiodłałem go i poszedłem na padok. Wsiadłem. Koń, jak zwykle stał spokojnie, czekając, aż każę mu coś robić. Zobaczyłem biegnącego ogiera. Chyba komuś uciekł. Podjechałem do niego i złapałem go.
-Dzięki-usłyszałem znajomy głos-Hej Dave.
-Hej Nath. Nie ma za co. Diablo ani razu nie był tak grzeczny, jak Dare.
-W sumie tak-zaśmiała się.
Wsiadła na konia i jeździła na oklep po padoku.

Nath?

Nowy członek!


Imię: Dave
Nazwisko: Richards
Wiek: 17
Charakter: Jego charakter bywa zmienny: raz jest miły, a raz wredny i arogancki.
Jak tu trafiłeś?: Przyjechałem.
Historia: Urodziłem się. Żyłem. I żyję dalej.
Zwierzątko: DareDevil
Zauroczenie: brak
Partner: szuka
Login: admimi120


Imię: DareDevil
Płeć: Ogier
Wiek: 5 lat
Rasa: Quarter Horse
Cechy: Dziki, niezależny, kpi z innych koni, nie pozwala byle komu na siebie wsiąść.
Partner: szuka
Właściciel: Dave Richards
Login: admimi120
Inne zdjęcia:

Nowy członek!

 
Imię: Logan
Nazwisko: White
Wiek: 16
Charakter: kochany, lubiany przez dziewczyny, romantyk, uwielbia konie
Jak tu trafiłeś?: dzięki mojej koleżance
Historia: różnie bywało
Zwierzątko:
Zauroczenie: Shizuka (ona o tym nie wie)
Partner: nie ma
Login: zosia001fryz



Imię: Sarah
Płeć: klacz
Wiek: 3
Rasa: tinker
Cechy: uczciwy, dobry w stępie, miły
Partner: szuka
Właściciel: Logan
Login: zosia001fryz

Od Shizuki-CD Od Shizuki i Nathaly

Kiedy Nath pokazała mi te wszystkie piękne zakamarki czułam się nareszcie lubiana przez kogoś (tak, tak nigdy mnie nikt nie zauważał) to było piękne. Siedząc w pokoju myślałam o tym z kim mogłabym pujść na ten bal, ale już wszyscy byli zajęci no i zresztą poco mam się wtrącać. W końcu gdzieś tak godzinkę później przypomnioło mi się że miałam pojechać w teren z Nath i moją szaloną klaczką Lily (no dobra Desperado też jest szalony). Założyłam jej cały sprzęt, włożyłam toczek i już po 2 sek. znajdowałam się na grzbiecie.
-Gdzie ona jest?-spojrzałam na zegarek-spóźnia się miała być o 16.00 a, jest 17.30 to ja się bardziej spóźniam
-już jestem-usłyszałam-sorry za spóźnienie ale Desperado wariował
-aha-odpowiedziałam-to jak jedziemy?
-ok

C.D.N.

Uwaga!!!!

Zapraszam do przejrzenia zakładki ,,Tereny akademi"..... 

Prezenty: Lista ogłoszona!

Damon kupuje Hazel
Shizuka kupuje Damonowi
Hazel kupuje Shizuce
Hunter kupuje Alexowi                               
Alex kupuje Nath
Nath kupuje Katie
Katie kupuje Hunterowi

Propozycje prezentów wysyłamy do pegazorożca7 i oli20028



Od Damona i Huntera

Zauważyłem Huntera z Har... Hazel. Podszedłem do nich.
-Cześć. Na zakupach? OOO...- spojrzałem na szyję Hazel.- Ładny naszyjnik...- dziewczyna popatrzyła wymownie na swojego kochasia ( który jak mnie kiedyś poinformowała STARA SIĘ być MIŁY). Żyg ( i to tęczowy).- Chociaż nie w moim guście.
Zapanowała niezręczna cisza.

***

 Ten... ten... ten... w każdm razie działa mi na nerwy.Milczenie przerwała Nath.
-Hazel może pójdziemy na zakupy? Wiesz bez...- wskazała na mnie i Damona. modląc się żeby Hazel powiedziała: NIE, spojrzałem na odległe witryny sklepowe. Nagle:......
-Jasne!- Hazel była zachwycona. ,, K*rwa''.
-A co my mamy robić?- spytałem.
-Kupić sobie razem garnitury. A myślałeś, że co?
-WTF?!?!- usłyszałem mamrot Damona.

***

WTF?! WTF???!!!! JA mam z NIM wybierać garnitur! Jasne! Już biegnę mój drogi! A może przynieść ci pisuar, żebyś nie musiał chodzić! A majtki ci zdjąć? A dupę podetrzeć?! HHAHAHAHAHAH!
-Emmm.... Ale.....  Znaczy się że MY razem, tak?- spytałem niepewnie.- Znaczy wiem... Znaczy.... Może się zamknę.
Co?! Ja Damon Salvatore szlachetnie urodzony, świetny i przystojny bóg ( który zstąpił na ziemię HeH) muszę wybierać garnitur z takim  **** ******** *********** ********** **********.
Hunter miał niepewną minę.
-Ok...- wymamrotał- To my już sobie.... Hmmm... Pójdziemy.
I odeszliśmy żegnani bełkotem dziewczyn.

***
 Nie noszę nazwiska King ot tak i na pewno nie będę się szlajał z tym..... wrrrrr.... nie ma nawet słowa żeby go opisać. Może.... s******n. Westchnąłem, czego się nie robi dla dziewczyny. Mina Damona wskazywała że i on nie jest zadowolony. Trudno. Kiedy dziewczyny oddaliły się na bezpieczną odległość, spytałem:
 -To co? Jaki pomysł?

***

-W Armanim mają dobre garnitury... Pewnie cię stać, nie?- zrobiłem dobrą minę do złej gry.
Hunterowi ogniki zatańczyły w oczach.
-No tak.... To co? Idziemy?- chłopak poszedł w moje ślady. No bo niby w czyje? Żyjemy w przerażającym świecie.... Mało na nim autorytetów. Niestety.
Wkroczyliśmy do eleganckiego salonu Armaniego. Zwróciłem uwagę na fajny garnitur w kolorze lodowego błękitu. Ładny jest. Żeby zabić nudę zacząłem gadać z Hunterem o dziewczynach, dziwnych akcjach itd.

***

On wielki Damon (hahahahaha) zaczął ze mną gadać!!! W tym czasie zwróciłem uwagę na białą marynarkę ze skórzanymi akcętami. Do tego dobrałem jasno błękitną koszulę. Kiedy już zapłaciliśmy i poszliśmy po dziewczyny.
<Hazel?>


Od Huntera Cd. Damona

-Lepiej pokarz mi co kupiłaś u jubilera.- powiedziałem, Hazel wyjęła z torebki, małe pudełeczko, w środku znajdował się srebrny łańcuszek z diamentową zawieszką w kształcie konia.
-Podoba ci się?- spytała.
-Yyyyyy....-Co ja mam powiedzieć dziewczynie, mi się jakieś babskie naszyjniki nie podobają...- yyyyy.... nie w moim stylu....
-Jak to nie?! Przecież to dla ciebie... -powiedziała z nutą sarkazmu.
-CO?!!?!?!?!
-Żartuję...
-Uff...
-Serio?! Myślałeś że oddała bym to tobie?!- Hazel zaśmiała się. Nagle w oknie jednego ze sklepów zobaczyłem znajome twarze...
(Hunter?)

Od Damona

-Wiesz co? Bal już za jeden dzień więc... Może chodźmy do Armaniego? Dla ciebie coś od Ralpha... A może jakiś duet typu Dolce&Gabbana? Ok?-zaproponowałem Nath.
-Uuuuu... Jaka znajomość marek! Chociaż wiesz... Ty dobrze wyglądał byś nawet w kilcie. A ja? Mam taką jedną błękitną sukienkę, więc....- Nath była niepewna.
-Ochhhh! Nie marudź! Chcesz mnie zdołować?! Hmmmmm?!
-Dobra! Zaraz wezwę szofera.- zaczęła wyjmować telefon.
-Co? Chora jesteś?! Bierzemy starucha!
-Co?! Starucha?! Nie myśl sobie, że będę jeździć jakimś zapyziałym garbusem!
-Uuuuuu.... Jaka znajomość marek! Chociaż wiesz...  To nie jest garbus... Raczej ASTON!
***
Oglądałem witryny różnych  sklepów. Nagle zauważyłem znajomą twarz. Znaczy znajomE twarzE.
W tym jedną znienawidzoną..... Hunter i Hariett,eee  to znaczy Hazel. No i spieprz****napięcie!
Hunter?

poniedziałek, 3 lutego 2014

Od Alexa

Poszedłem do Katie.
- Podobno będzie jakiś bal.Trzeba kupić mi garnitur a tobie sukienkę.
- No wreszcie mój chłopak przyszedł.To chodź pójdziemy do centrum handlowego.
- Dobra
Poszliśmy do centrum handlowego.Byliśmy już na miejscu
- To najpierw chodźmy kupić moją sukienkę. - powiedziała
- Ok
Przymierzyła kilka sukienek.
- W tej niebieskiej wyglądasz najlepiej - powiedziałem
- To chodź kupie ją
Teraz poszliśmy po garnitur dla mnie
- Może ten ?- zapytałem się
- Dobra chodź go kupimy
- Jeszcze pójdę jakąś małą torebkę kupię
Katie poszła zobaczyć torebkę a ja poczekałem na nią przed sklepem
- Już kupiłam
- Czekaj kupiłem ci ten pierścionek
Podarowałem jej pierścionek
- Dzięki jest śliczny
Pocałowała mnie.Poszliśmy to akademii.

SETNY POST!!!

To znaczy 102, ale trudno...
Grunt w tym, że przez te 9 dni uzyskaliśmy 100 postów!!! To niezły wynik i znak, że akademia się rozwija.

Od Damona

-Wiesz co? Bal już za jeden dzień więc... Może chodźmy do Armaniego? Dla ciebie coś od Ralpha... A może jakiś duet typu Dolce&Gabbana? Ok?-zaproponowałem Nath.
-Uuuuu... Jaka znajomość marek! Chociaż wiesz... Ty dobrze wyglądał byś nawet w kilcie. A ja? Mam taką jedną błękitną sukienkę, więc....- Nath była niepewna.
-Ochhhh! Nie marudź! Chcesz mnie zdołować?! Hmmmmm?!
-Dobra! Zaraz wezwę szofera.- zaczęła wyjmować telefon.
-Co? Chora jesteś?! Bierzemy starucha!
-Co?! Starucha?! Nie myśl sobie, że będę jeździć jakimś zapyziałym garbusem!
-Uuuuuu.... Jaka znajomość marek! Chociaż wiesz...  To nie jest garbus... Raczej ASTON!
***
Oglądałem witryny różnych  sklepów. Nagle zauważyłem znajomą twarz. Znaczy znajomE twarzE.
W tym jedną znienawidzoną..... Hunter i Hariett,eee  to znaczy Hazel. No i spieprz****napięcie!
Hunter?

Od Hazel

Nie wiem co się stało Wilmie... Kiedy ja rozsiodłałam Wilmę, a Hunter Muzę, poszliśmy razem do pokoju.
-Hazel?
-Co?
-Idziesz ze mną?
-To zalezy gdzie...
-Do galerii...
-Po co?
-Do jubilera i po sukiekę na bal.
-Jaki bal?
-Zimowy, a i mi trzeba kupić garnitur, a i chcę sobie zrobic tatuaż...
-Po co?
-Bo mam trzynaście, a to pech...
-Ok.
-A masz jakiś pomysł, na tatuaż?
- Tak. Tu- dotknęłam jego ręki- na małym palcu, wytatułuj imię konia, który wiele dla ciebie znaczy...
-Niezły pomysł- Nagle zadzwonił mój telefon.
-Halo, tato?
-Córeczko, zapomniałem o jednym...
-O czym?
-Że przyjedzie do ciebie... jeszcze... źrebak Muzy
-Co?! A czemu wcześniej nie przyjechał?
-Bo widzisz... musieli mu najpierw wylwczyć nogę.- Super źrebak i to z chorą nogą.
-Super, za ile przyjedzie?
-Jutro.
-Ok.- skończyłam rozmowę i zapytałam Huntera:- To kiedy idziemy?
-Teraz!
-Ok. Ubrałam się i poczekałam, aż Hunter tez się ubierze. Kiedy znaleźliśmy się w akademi, Hunter powiedział, to ja idę sobie zrobić tatuaż, a ty idź do jubilera i wybierz coś sobie...- pokiwałam głową i poszłam do jubilera, w szklanych gablotkach stały najróżniejsze, pierścionki i leżały naszyjniki i bransolety. Moją uwage zwrócił łańcuszek na kostkę z diamentowym koniem. Cena, jedyne 10000. Zapłaciłam i wyszłam chwilę potem Hunter zjawił się i powiedział:
-Gotowe.
-Co tam masz?
-Na razie się go, więc nie zobczysz, i nie powiem, a teraz choć po skienkę, ja wybieram.
-Ok.