-No widocznie tak...-odpowiedziałam.
Kiedy ogier podszedł do mnie założyłam mu kantar.
-Zaprowadź swoje konie do boksu i chodź mi pomóc-powiedziałam.
-W czym?-zapytał.
-Weterynarz ma go zaszczepić. Masakra-powiedziałam z westchnieniem.
-No dobra.
Weterynarz po chwil niepewnie wszedł na padok. Ja i Damon trzymaliśmy konia. Doktor wyciągnął strzykawkę wypełnioną czymś. Ogier nerwowo parsknął. Już igła zbliżała się do niego kiedy, stanął dęba i zaczął szaleć. Szybko złapałam go.
-Potrzymaj go. Tylko nie puść-powiedziałam do Damona.
Z trudem utrzymywał wyrywającego się konia. Pobiegłam do pokoju. Wyciągnęłam coś z torby i wróciłam. Dałam mu to do zjedzenia. Kazałam mu się położyć.
-Co mu dałaś?-zaciekawił się Damon.
-Na uspokojenie. Tak, mam, bo, jak na przykład przyjedzie weterynarz to on by go najchętniej zabił.
Teraz weterynarz już bez problemu dał mu kilka zastrzyków. Poklepałam Desperada. Damon wypuścił swoje konie na padok. Ogier jeszcze przez chwilę leżał na boku, bo nie mógł się podnieść. Podeszłam do niego i usiadłam. Głaskałam go. Już się uspokoił. Nagle podniósł się gwałtownie i zaczął biegać jak wariat.
-No... Już mu przeszło-zaśmiałam się.
Usiadłam z Damonem na płocie i przyglądaliśmy się koniom.
Damon?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz