-No nie mam! Po za tym ja MUSZĘ zadzwonić... To mój obowiązek jako nieoficjalnego dyra Akademi...- zacząłem się denerwować.
-Ale musimy coś wymyślić!-Hazel przysiadła na schodach.
Zaczęliśmy wielką burzę mózgów. Jeśli chodzi o mózgi... To mój się zaciął. Miałem już do czynienia z szalonymi matkami próbującymi zeswatać córki z ,,wielkim" i ,,nadzianym" Salvatore. Cóż... Taki już los ,,dobrych partii". Salvatore... Nazwisko budzące szacunek. Nagle zauważyłem postać Huntera, która powoli się do nas zbliżała.
-Chodźmy!- szepnąłem.
I zaczęliśmy biec.
Hazel?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz