-Ty.. ty nieudacznico, ty idiotko....
-Co?- zaniemówiłam.
-Podobno Ten King cię kocha.?
-Tak.
-Ty podobno też go kochasz.
-Tak.
-Ty, nawet nie wiem jak cię nazwać! Wydziedziczę cię razem z ojcem!- rozłączyła się. Poczułam łzę na policzku.
-Hazel? Co się stało?
-Hunter przepraszam, muszę na chwilę iść. Wybiegłam ze stajni. W telefonie szukając numeru mojego ojca, zobaczyłam Damona. Podeszłam do niego:
-Ty... ty to twoja wina ty debilu ty... - nie dokończyłam, zostawiając osłupiałego Damona. Wybrałam numer taty, odebrał po chwili
-Córeczko...
-Tato!- przełknęłam łzę.
-Wiem co się stało i uważam że to wspaniale!- Uff- i nikt cię nie wydziedziczy..., a co do mamy nie poznaję jej nie kocham jej nie kocham, stała się....
-Tato?!- oddychanie przychodziło mi z trudem.
-Co córeczko?
-Nie możesz!
-Ależ mogę nie kocham jej rozumiesz?!- telefon się rozłączył, osunęłam się na ziemię.
-Hazel?- głos Damona
-Odwal się wszystko zepsułeś!- krzyknęłam. Zobaczyłam Huntera.
-Hazel? Co się stało?
<Damon? Hunter?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz