W końcu zaczął padać deszcz. Thunder zaczął szaleć. Traciłam równowagę. Nie mogłam go utrzymać. Desperado zawsze szaleje ,,delikatnie", bo nie chce, żeby coś mi się chciało. Thunder jest grzeczny, ale kiedy się przestraszy... W końcu spadłam z niego. Na szczęście na nogi, przykucając lekko. Usłyszałam tętent kopyt. To Desperado? Tak. Jakim cudem? Mimo zdziwienia wsiadłam na niego.
-Co on tu robi?-zapytał Damon, kiedy już usadowiłam się na jego grzbiecie (konia, nie Damona xD).
-Też chciałabym wiedzieć-odpowiedziałam i mocno dodałam łydkę, a koń ruszył galopem.
Warto dodać, że jechałam teraz na oklep, bo koń się chyba sam nie osiodłał. Thunder z rozpędu przeskoczył jakiś pień i pognał w głąb lasu. Przestraszony biegł na przełaj, nie zważając na kłujące rośliny, których Desperado unikał jak ognia. Jednak, kiedy wjechaliśmy już na pewny teren, pognał z całych sił i udało mi się złapać Thundera. Damon został daleko w tyle, gdyż Temida jest wolniejsza i z pewnością także mniej ujeżdżona, więc pewnie wahała się przejść w niektórych miejscach, co również ją spowolniało. Zsiadłam z konia i przywiązałam Thundera. Ściągnęłam z niego siodło i założyłam Desperado. Potem, odwiązałam go, wsiadłam na Diablo i prowadząc Thundera za wodze, popędziłam z powrotem do Damona. Mój ogier lekko wydziwiał pod nie swoim, niewygodnym siodłem, ale na oklep, lub bez ogłowia był zawsze o wiele grzeczniejszy. W sumie to trochę dziwnie wyglądało. Miał siodło, a ogłowia nie.
-Masz go? A tak w ogóle, co to za siodło?-zapytał Damon.
-Siodło jest Thundera. Lubię jeździć na oklep, ale z siodłem lepiej.
Zagalopowałam. Thunder stał się już troszkę spokojniejszy. Nie mogłam jechać zbyt szybko, bo Thunder nie nadążyłby, za Desperado. Po kilkunastu minutach byliśmy już w stajni. Zwolniłam i zeskoczyłam (w kłusie), jak zawsze. Desperado popędził galopem do boksu (na szczęście), a ja zaprowadziłam Thundera. Zamknęłam go, a potem poszłam do Desperado i zmieniłam mu sprzęt.
Damon?
P.S To nie do końca był CD, bo mówiłam ci Damon, żebyś nie pisał, że wróciliśmy do domu. c:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz