Nie wiem co się stało Wilmie... Kiedy ja rozsiodłałam Wilmę, a Hunter Muzę, poszliśmy razem do pokoju.
-Hazel?
-Co?
-Idziesz ze mną?
-To zalezy gdzie...
-Do galerii...
-Po co?
-Do jubilera i po sukiekę na bal.
-Jaki bal?
-Zimowy, a i mi trzeba kupić garnitur, a i chcę sobie zrobic tatuaż...
-Po co?
-Bo mam trzynaście, a to pech...
-Ok.
-A masz jakiś pomysł, na tatuaż?
- Tak. Tu- dotknęłam jego ręki- na małym palcu, wytatułuj imię konia, który wiele dla ciebie znaczy...
-Niezły pomysł- Nagle zadzwonił mój telefon.
-Halo, tato?
-Córeczko, zapomniałem o jednym...
-O czym?
-Że przyjedzie do ciebie... jeszcze... źrebak Muzy
-Co?! A czemu wcześniej nie przyjechał?
-Bo widzisz... musieli mu najpierw wylwczyć nogę.- Super źrebak i to z chorą nogą.
-Super, za ile przyjedzie?
-Jutro.
-Ok.- skończyłam rozmowę i zapytałam Huntera:- To kiedy idziemy?
-Teraz!
-Ok. Ubrałam się i poczekałam, aż Hunter tez się ubierze. Kiedy znaleźliśmy się w akademi, Hunter powiedział, to ja idę sobie zrobić tatuaż, a ty idź do jubilera i wybierz coś sobie...- pokiwałam głową i poszłam do jubilera, w szklanych gablotkach stały najróżniejsze, pierścionki i leżały naszyjniki i bransolety. Moją uwage zwrócił łańcuszek na kostkę z diamentowym koniem. Cena, jedyne 10000. Zapłaciłam i wyszłam chwilę potem Hunter zjawił się i powiedział:
-Gotowe.
-Co tam masz?
-Na razie się go, więc nie zobczysz, i nie powiem, a teraz choć po skienkę, ja wybieram.
-Ok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz