Gregory
Dziś w nocy był bal. Wictoria cały dzień stękała i jęczała, więc nie zgodziłem się, by w takim stanie iść na bal. Ale moja partnerka się uparła. Nic jej nie złamie! Z pomocą Agnes i Tomasa zanieśliśmy Wictorie na Bal. Zazwyczaj, gdy my rozpoczynamy Taniec, stoimy wyprostowani. Tym razem tylko ja stałem a ukochana stala trochę wygięta. Zaczął się bal. Ja i Wictoria rozpoczęliśmy. Gdy zaczęły dołączać się inne osoby, Moja ukochana musiała usiąść na krześle. Natychmiastpodeszłem do partnerki, i spojrzałem się w jej stronę....
Wictoria
Musiałam przestać tańczyć. Poczółam w brzuchu skórcz, tak mocny, jakiego nigdy jeszcze nie czółam. Głowa mi opadła. Nie mogłam jej utrzymać. Zaczęła boleć mnie głowa. Po prostu myślałam, że umieram. Poczółam ciepło Gregorego, gdy wziął mnie na ręcę do samochodu i pojechaliśmy do szpitala. Zaniósł mnie do sali i ułorzył na łóżku. Zaraz potem usłyszałam, jak krzyczy:,, Rothring! Roathring!'' W niedługim czasie w jaskini znalazł się lekarz i moja najleprza przyjaciółka- Agnes. Człółóam się strasznie! Ciężko oddychałam. Coś cisnęło mnie w brzuchu. Bardzo głośno krzyczałam....
Gregory
Gdy usłyszałem krzyk Wictorii, zwariowałem. Chciałem wbiec do jaskini i przytulić ją, powiedzięć, żeby się uspokoiła i nie bała. Tomas zasłaniał mi wejście do domu. Miał rację. Gdybym teraz zobaczył Wictorie w takim stanie, chyba bym zemdlał, a jeśli nie, to oszalał. Bardzo się o nią bałem.
- Spokojnie stary- powiedział Tomas- Roathing wie co robi
- I właśnie to mnie denerwóje!- krzyknąłem- to, że to on, a nie ja jestem przy porodzie! Co on z ną robi!?- i znów rzuciłem się ku wejściu. Tomas z tródem mnie powstrzymał
- Tam jest też Agnes. Spokojnie Gregory. Dzieckko będzie w dobrych łapach.- mam nadzieję, że miał rację....
Wictoria
Minęły 3 godziny, a dziecka ani śladu. Roathring robił co mógł, by uśmieżyć ból. Niestety nie udawało mu się to.
- Wictoria, możesz złapać mnie za ręke- powiedziała Agnes. Ścisnęłam ją mocno
- Au! Nie aż tak!
Ból był nie do zniesienia. Byłam cała spocona. Krzyczałam. Nie mogłam wytrzymać. Przez chwilę pomyślałam, że może lepiej by było, gdyby dziecko się na narodziło, ale natychmiast odrzuciłam tę myśl. Starałam się jak mogłam, by dziecko wyszło już z mego łona....
Gregory
Zaczynało już świtać. Z pokoju wciąż dobiegały krzyki i stękania mojej partnerki. Raz, gdy usłyszałem, jak przeraźliwie krzyknęła, zemdlałem. Tomas obudził mni po 5 minutach.
-Gregory, ależ mnie wystraszyłeś!- wykrzyknął. Nie miałem siły odpowiedzieć. Wictoria miała problemy z porodem. I to wielkie.....
Wictoria
Do sali wpadły pierwsze promienie słońca. Dla innych ludzi zaczął się kolejny, normalny dzień. Dla mnie nie. Dziecko wciąż nie chciał wyjść. Po 2 godzinach od świtu, Roathring wrzasnął
- Jest głowa!- ucieszyłam się. Dzielnie parłam, by dziecko wyszło na zewnątrz. Agnes przez cały czas była przy mnie. Mówiła ciepłe słowa, które mnie uspokajały. Czółam, że ból dobiega końca.....
Gregory
Nagle z sali wybiegł lekarz. Był cały spocony.
- Jest- szepnął mi na ucho- możesz wejść.- Po woli, z przyjacielem uboku, i lekarzem przede mną, wszedłem do sali. Było w niej jasno i ciepło. Na łóżku po środku sali leżała Wictoria, a obok niej, malutkie stworzenie. Podszedłem dalej. Wictoria była bardzo zmęczona. Jednak otworzyła oczy....
Wictoria
Zobaczyłam, że do jaskini wszedł Gregory. Byłam strasznie zmęczona. Podzszedł do mnie.
- Jest ...... śli....czna- wystękał.
- Śiczny, tatusiu- powiedziałam zmęczonym głosem- jest chłopczykiem.
- Czyli nazwiemy go Jacob?- spytał. Popatrzyłam na dziecko leżące u mojego boku. ,, Jacob?''- pomyślałam- ,, Nie nie pasuje''
- Nie, mam dla niego inne imię
-Jakie?- spytał mój partner
- James- odparłam- jak widać imię spodobało się , tatusiowi''. Usiadł obok mnie i wziąl małą na ręcę.
- Cześć, maleństwo, mój mały, mój James- szeptał w jego miękką, brazową głowke. Będzie dobrym ojcem. Po paru chwilach, przy moim legowisku zgromadzili się moi znajmi. Wszyscy gratulowali mi dziecka. James ziewnąl. Był zmęczony, tak, jak ja. Nie wiem co działo się dalej. Zasnęłam....
Gregory
Uradowany wybigłem z sali i poszedlem na ulice. Wziąłem mnóstwo powietrza w płóca i krzyjknąłęm:
- Mam syna!-Nie wiem co się stało ale musialem to powiedzieć.
- Mój syn , nazywa się James!- To była przecudowan chwila....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz