Mógł bym udusić, tego Damona, ale nie zrobię tego ze względu na Hazel, a poza tym to Muza wyczuła Wilmę.
-Wiesz co Szabat?- koń spojrzał w moją stronę,- zaczynamy trening- Szabat spojryał na mnie wielkimi oczami. Właśnie zbliżyłem się do Damona, który prowadził Wilmę.- Nieźle ci poszło...- powiedziałem siląc się na spokojny ton- naprawdę niezła taktyka...- Damon spojrzał na mnie zdziwiony.
-Serio?- pokiwałem głową i pogalopowałem do Hazel. Dziewczyna zawołała Wilmę, a ta (jak to możliwe?!!!) zerwał sznur. Damon mało nie spadł razem z siodłem. Ha hah ah a. Już myślałem że Wilma stratuje Hazel, ale ona zatrzymał się przed nią i otarł sie o nią wielkim łbem. Damon już poszedł, zostawiając kuca obok Hazel ( najwyraźniej się zezłościł) przynajmniej zostawiłem jako tako dobre wrażenie... Kiedy podjechałem do Hazel ta poklepała Szabata po szyi i powiedziała:
-Pomożesz mi z nimi? Damon chyba... a zresztą nieważne...
-Ok. -Wziąłem od niej Muzę, a Szabatowi zdjąłem ogłowie ponieważ jechałem na oklep i puściłem go na padok.
(Hazel?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz