Ładnego konia dostała ta Har... Znaczy Hazel. Dawno już nie widziałem porządnego kuca... Powracają wspomnienia.... Siedzę sobie u cioci Kundzi na balkonie. Nagle przychodzi mój kuzyn, Seth... Wredne dziecko, nie powiem... Trzyma w ręku osiodłanego kuca... Dokładniej to klasy ,,B". Wsiadam... I tu nagle... Ten kuc... Zesikał się na mojego misia pana Bunska, którego zostawiłem na ziemi... Miałem 4 lata, przyznaję przeżyłem szok... Mój Bunksek.... On UMARŁ!!!! Potworne wspomnienie. Serio. Patrzę teraz na tego kuca... W myślach stoi mi ociekający moczem miś....
-Boże!!!! KUC!!!- krzyknąłem.
-Co? Kuc? O? Co ci chodzi?- Har... Znaczy Hazel się zdziwiła.
-To ogier? Wałach?!- pytałem.
-Nie...- diewczyna zachichotała- To klacz.
-Całe szczęście... Szczaluch był wałachem... Z klaczami nie mam problemów.
-Jakie imię... Dlaczego go tak nazwali?
-Domyśl się.
Dziewczyna chichocze.
-Może wsiądziesz?
-Ja? na tego kurdupla?! Ok... Będzie fun...
Przeszedłem przez ogrodzenie i stanąłem przy kucu. Wdrapałem się na niego. Moje biedne stopy ciągnęły się po ziemi. Zniszczę sobie buty. Trudno.
-Boże!- dziewczyna zwijała się ze śmiechu.- Nieźle z nią wyglądasz!
-Mówisz?
Hazel?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz