niedziela, 2 lutego 2014

Od Hazel


Rano po imprezie obudził mnie telefon:
-Halo?- powiedziałam.
-Witaj kochanie.
-Hej tato.
-Córeczko kupiłem ci konia przyjedzie do Akademi za jakieś pół godziny...
-Co!!- super jakiś obcy koń.
-Koń! A konkretniej klacz islandzka-kuc! ludzie!
-Super tato to pa.
-Pa pa skabie.- rozłączyłam się i wyskoczyłam z łóżka i poszłam do łazienki. Po piętnastu minutach ubrana wyszłam na dwór, w stajni stał już przygotowany boks. Biorąc pod uwagę że miałam dziesięć minut wyczyściłam jeszcze Wilmę i wypuściłam ją na padok. Właśnie w tej chwili przyjechała nowa klacz. Tata wysłał mi SmS że ma na imię Muza . Ciężarówka przejechała przez bramę i  w tej chwili poczułam na twarzy deszcz. Zaraz nie deszcz, śnieg!! Dwoje ludzi otworzyło przyczepę i wyprowadzili kasztanową klacz. Dali mi ją i pojechali. Klacz spojzała na mnie i parsknęła. Siodło, uzdę i derkę tata mił przysłać jutro więc wzięłam tylko kantar i sznurek, który miałam w kufrze. Kiedy na nią wsiadłam klacz otrząsnęła się i rzuciła do przodu cwałem. Kiedy w końcu udało mi się ją opanować i zmusić do wolnego kłusa, zobaczyłam, że pare metrów przede mną stoi Damon i przygląda mi się.
-Hej- powiedziałam.
<Damon?>


Komentarz Damona: Ewa! Musisz jak chcesz się poruszać toltem skoro tego nie umiesz? Napisz jak się tego uczysz, lub jak się uczyłaś, a nie: Ruszyłam toltem ( choć nie umiem)!

1 komentarz: