Diablo był lekko roztrzęsiony, normalnie kpił by sobie z tych idiotów, ale zawsze dają mu coraz mocniejsze środki na uspokojenie. Po niektórych zasypia i nie może nic zrobić. Poszłam do niego. Przytuliłam go i głaskałam. Już był zdrowy, noga wcale go nie bolała. Założyłam mu kantar.
-Może weźmiemy konie na padok?-zaproponowałam Damonowi, kiedy wszedł do stajni.
-Ok-odpowiedział.
Założył swojej Sapi kantar i wzięliśmy konie. Mały Szafir biegł na mamą. Desperado szedł nadzwyczajnie spokojnie. Na samym padoku puściłam Desperado. Po krótkiej rozgrzewce ćwiczyłam z nim. Oczywiście kilka razy przeskoczył wysokie przeszkody. Saphira i Szafr przyglądali się.
Damon? pisaj szybko c:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz